niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział 9.


Z lekkim uśmiechem czekałam przed drzwiami rodzinnego mieszkania, aż ktoś mi otworzy. Nie minęło parę minut, a ujrzałam mamę. Wtuliłam się w nią  mocno.
-Dlaczego nie weszłaś? Przecież to nadal twoje mieszkanie.-oznajmiła.
-Po prostu chciałam zobaczyć twoją minę.-stwierdziłam.-Mogę zaprosić Matiego na obiad? Upiera się, że nie...
-Idź po niego.-przerwała mi w połowie zdania.-To taki kochany chłopiec.
Zaśmiałam się i wróciłam do mieszkania Możdżenia. Chwyciłam go za rękę i zaczęłam ciągnąc do moich rodziców. Kręcił głową, mówiąc, że nie powinien.
-Daj spokój Mati, mama sama kazała.-pokazałam mu język.
-Ale zanim znów przyjedziesz do Poznania minie trochę czasu, więc...
-Proszę cię już, daj spokój tylko chodź.-westchnęłam.
Mati po paru minutach dał się namówić. Po chwili zajadaliśmy pyszny obiad mojej mamy rozmawiając o tym, co u mnie. Tata wypytywał też Możdżenia jak w klubie. Często z ojcem chodziłam na mecze. Mateusz grzecznie odpowiadał na każde pytanie.
-Jutro wracasz do Spały?
-Tak, urwałam się tylko na dwa i pół dnia. Lepsze to, niż nic.
-A siatkarze są mili? Wiesz różne rzeczy się słyszy. Choćby Kadziewicz, typ niepokorny, wszystko po swojemu, wszystko ma być jak on chce.-zapytał mój tata.
-Są bardzo mili. A Łukasz jest bardzo miłym człowiekiem. Nie sprawia żadnych problemów, dostosował się do wszystkiego. Wraca do reprezentacji po paru latach bez gry.-odpowiedziałam.-Jest jednym z paru siatkarzy, z którymi lepiej się dogaduje.
-A nie ma tam kogoś, kto wpadł ci w oko?
-Mamo!-zaśmiałam się nerwowo.-Pojechałam tam pracować, a nie szukać sobie przyszłego męża.
-Nie pogardziłabym, gdyby twoim mężem został siatkarz.
-A ja, gdyby piłkarz.-dodał swoje trzy grosze tata, a ja się zaśmiałam.
-Musimy już iść, umówiliśmy się z chłopakami w mieście, bo rano wyjeżdżam.-odparłam wstając.-Idziecie na rano?
-Niestety.-westchnęła matka i mnie przytuliła.-Uważaj na siebie kochanie.
-Nie bój żaby, mam tam 14 siatkarzy i sztab. Nic mi się nie stanie.-stwierdziłam.-Pa tatku.
Wtuliłam się w ojca. Może mam już swoje lata, może skończyłam studia, jednak rodzice zawsze pozostaną rodzicami, bez względu na wszystko. Nie ważne, ile będę miała lat, to i tak będę za nimi tęskniła.


***
Kolejna impreza z Lechitami. Stwierdzili, że skoro powitali mnie imprezą wczoraj, to dzisiaj imprezą mnie pożegnają. Nie miałam nic do gadania. Ubrałam się ładnie i zostałam wyciągnięta do tego samego klubu, co dnia poprzedniego. Piłkarze wirowali na parkiecie wśród przypadkowych dziewczyn.
Siedziałam przy stoliku trzymając w ręce drinka, którego od czasu do czasu sączyłam. Zrobiłam sobie krótką przerwę w tańcu.
-Jak zwykle ślicznie wyglądasz.-usłyszałam szept Semira. Gdybym nie widziała na własne oczy, że wypił tylko jednego drinka, to pomyślałabym, że jest pijany. Jednak on nie jest pod wpływem alkoholu.
-Myślisz, że w to uwierzę?-zapytałam ze śmiechem.
-Zawsze byłaś piękna, tylko ja tego nie dostrzegałem. Pamiętam, jak wszyscy z tobą kiedyś tańczyli, tylko ja nie chciałem, więc specjalnie przetańczyłaś cały wieczór z Jaśkiem, bo jest moim najlepszym przyjacielem.-oznajmił siadając obok mnie.-Dopiero wczoraj dotarło do mnie, że drugiej takiej jak ty nie ma.
-Semir masz gorączkę?-zapytałam dotykając jego czoła.-Nie masz. Więc czemu pleciesz takie głupoty?
-Nie plotę głupot Pati.. Dopiero teraz zobaczyłem, jaka jesteś piękna. Każda czerwonowłosa dziewczyna przypomina mi ciebie, a ja wreszcie wiem dlaczego.. Ja chyba cię kocham Patka.
Wpatrywałam się w niego zszokowana. Były to ostatnie słowa, jakich spodziewałam się od Bośniaka. Przecież on mnie nie zna. Nie wie, jaka jestem. Nic o mnie nie wie. On nie może mnie kochać, tylko mu się wydaję.
Pokręciłam głową, wypiłam swojego drinka i wstałam.
-Patka powiedz coś.
-Co mam powiedzieć? Że mnie zaskoczyłeś? Czy że nic do ciebie nie czuję?... Kocham kogoś Semir.-spuściłam głowę.-Miłość to głupia sprawa.
-Zatańczysz?
Zupełnie nie rozumiem pytania. Przed chwilą mówił, że mnie kocha, a ja mówię, że kocham innego, a on po prostu pyta, czy z nim zatańczę. Uznaje moje milczenie i porywa mnie na parkiet. Z głośników wydobywa się właśnie spokojna piosenka, więc jestem zmuszona zarzucić ręce na szyję Semira.
-To siatkarz, prawda?
-Kto?
-Ten, którego kochasz. Uciekłaś na parę dni, bo nie radziłaś sobie z miłością, prawda?
-Może.
-Czyli tak. Patka ja będę czekał. Mogę przedłużyć kontrakt z Poznaniem, jeśli będę wiedział, że mam za czym czekać.
-Czas nic nie zmieni Semir. Nie jesteś moim Niebieskookim Ideałem.
-Gdyby był ideałem, to byłabyś teraz tam z nim, a nie...
-Odbijamy.-usłyszałam obok. Uf... dzięki Kamil!
Wtuliłam się w Drygasa. Dlaczego kiedy miałam już porządek w głowie Semir musiał namieszać? Chcę do Spały! Naprawdę chcę na zgrupowanie!


***

Siedząc w pociągu do Łodzi miałam wiele myśli w głowie. Jedne dotyczyły Michała, inne Semira. Semir zbyt wiele namieszał. Rozmawiałam z nim później, jednak z naszej rozmowy wiele nie wynikło. Mówił, że będzie czekał, jeśli dam mu choć cień szansy, że będę z nim. Spokojnie tłumaczyłam mu, że mam kogoś, na kim mi zależy i z kim chciałabym spędzić resztę życia. Doczepił się do słów "chciałabym", sądząc, że nawet jeśli ja chcę być z moim Niebieskookim Ideałem, to mój Ideał nie koniecznie musi chcieć ze mną być. Na końcu rozmowy oznajmił, że zostanie w Poznaniu przynajmniej do zimy i poczeka na mnie.
Wiem jednak, że nie doczeka się mnie. Nie kocham Semira. Podobał mi się kiedyś, robiłam wszystko, aby spojrzał na mnie inaczej, niż na sąsiadkę młodszego kolegi z klubu. Nie robił tego, a ja zapomniałam, że kiedyś w głowie miałam tylko Bośniaka. Studia i imprezy zaprzątały mi głowę. Aż pewnego wieczoru pojawił się Michał. Na jeden dzień, gdy sprawił, że utkwił mi w głowie. Dwa miesiące minęły, zanim ujrzałam go po raz drugi. Właśnie od początku zgrupowania myślałam tylko o Michale.
Michale z którym niedługo się zobaczę. Z którym będę poważnie musiała porozmawiać. A co przyniesie ta rozmowa nie wiem. Na razie muszę wyrzucić z mojej głowy Semira... Czemu to nie jest łatwe?


***

Niebieskooki Ideał

Od rana wszyscy rozmawiali tylko o tym, że wieczorem wraca Patrycja. Jedyną osobą, która była tym niewzruszona była Aśka. Ciągle trzymała się Bartmana, jakby był jednym z cudów świata.
-Kurek widzę, że coś masz krzywą minę, co się dzieje?-zapytał trener Bartka. Tak, Bartek po jednym z bloków źle wylądował i mogę się założyć, że podkręcił sobie kostkę,
-Nic, nic.-mruknął, ale widząc wzrok trenera westchnął.-Źle wylądowałem. Ale jest okej.
-Zmykaj do szatni, weź swój samochód i jedź do Patkę, co?-uśmiechnął się do niego.
-Jakbym wiedział, o której będzie w Łodzi i gdzie, to mogę jechać.-wyszczerzył się.
-17:30 dworzec główny.-rzucił Kadziewicz.-Ale jak mi pisała, to mają paro minutowe opóźnienie.
-Masz jej numer?-zapytał Krzysiek. Łukasz pokiwał głową.-I nic nam nie powiedziałeś?
-Nie pytaliście.-wzruszył ramionami.
Andrea wysłał Bartka do szatni, a my dokończyliśmy trening. Zastanawiałem się, czy Patka będzie chciała ze mną rozmawiać. 
Bałem się tylko tego, że jutro, gdy przyjedzie Dagmara z moim synkiem, to wszystko popsuje się jeszcze bardziej. Po raz pierwszy nie cieszyłem się na dzień, gdy do Spały przyjadą nasze rodziny. Nie chciałem Dagi tutaj. Nie teraz. Chciałem wszystko wyjaśnić Zielonookiej ślicznotce.
A znając Dagę ona może wszystko zepsuć. Ma swojego Włocha, ale myśli, że może mi zepsuć życie do końca. Nie chcę, bym był szczęśliwy.  Dlatego zrobi wszystko, żeby Oli wyjechał z nią do Włoszech.
Równo o siedemnastej skończył się trening. Nie śpieszyłem się, spokojnie rozciągałem. Zapewne Bartek z Patką przyjedzie dopiero na kolację, więc nie jeszcze ponad dwie godziny mam na moje myśli.
Każde moje słowo musi mieć sens. Nie mogę powiedzieć nic, co mogło by sprawić, że stracę szansę na miłość.


***

Gdy wysiadłam z pociągu ujrzałam sporą grupę ludzi. Każdy z nich zapewne czekał na kogoś. Próbowałam wypatrzeć Bartka. Kadziewicz poinformował mnie, że to Kurek przyjedzie. Rozglądałam się uważnie, aż ktoś przede mną wyrósł.
-Cześć Patka.-uśmiechnął się i ucałował mnie w policzek.-Daj torbę.
-Cześć Bartek. Jak kostka?
-Już ci Kadziewicz doniósł?
-Sama zapytałam, dlaczego opuszczasz trening, by po mnie przyjechać to mi powiedział. Więc odpowiedz na moje pytanie.
-Dobrze jest. Jak tak bardzo chcesz, to pójdę do Sokala przed treningiem wieczornym.-odparł.-Jedziemy na kawę i ciacho? Niedaleko jest kawiarnia.
-Kurek jako osoba ze sztabu powinnam odmówić i cię wyzwać, ale jako, że nie jesteśmy w Spalę nawet się zgodzę.-stwierdziłam.-Ale może najpierw wrzucimy moją torbę do bagażnika twego samochodu?
Uśmiechnął się i ruszyliśmy do jego samochodu, a następnie do pobliskiej kawiarni. Opowiadał mi co się działo, gdy mnie nie było, a ja o Poznaniu. Nie mogliśmy jednak zostać w kawiarni długo, ponieważ Spała czekała.
Wpatrując się w krajobraz za szybą myślałam o tym, czy podjęłam słuszną decyzję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz