Kolejna noc. Znów słyszę pukanie do drzwi. Nie chcę otwierać. Mija chwila i znów ktoś puka. Otwieram oczy, zakładam papcie i wychodzę z łóżka. Otwieram drzwi i widzę za nimi Michała.
-Nie idę nigdzie.-szepnęłam i chciałam je zamknąć.
-W takim razie mogę wejść?
Wzruszam ramionami, jednak po chwili zastanowienia otwieram szerzej drzwi i wpuszczam go do pomieszczenia. Siadam na łóżku i otulam się kołdrą, a on zamknął drzwi. Chwilę później usiadł obok mnie.
-Będziesz teraz co noc zakradał się do mnie?-przerwałam w końcu ciszę.
-Jeśli będę chciał, to tak. W co ty grasz? Chcesz sprawić, żebym żałował, że wtedy cię zostawiłem?
-Chodzi ci o piosenkę?
-Dlaczego nie odpowiadasz na moje pytania?
-To tylko moja ulubiona piosenka. Nie chciałam śpiewać, jednak mi wmówili, że każdy śpiewa.
-Patrycja odpowiedz na moje pytania!
-Spokojnie Michaś. Nie gram w nic i nie chcę sprawić, abyś żałował, bo nie masz czego. Sam powiedziałeś, że udajemy, że się nie znamy i nic nas nie łączyło.
-Pati nikt nie może się dowiedzieć, co się wtedy wydarzyło.
-Pan Idealny przecież nie popełnia błędów.
-Myślałem o tobie po tamtej nocy. Było cudownie, naprawdę. Ale musiałem wrócić do rzeczywistości, w której cię nie było.
-I nie ma dla mnie miejsca w twoim świecie? W twoim sercu?
-Patka, Patka.-szepnął i pogłaskał mnie po policzku.-Ja musiałem cię wtedy zostawić. Nawet jeśli utkwiłaś w moim sercu. Nawet jeśli myślałem później o tobie. Ty nie wiedziałaś wiele o mnie, ja nie wiedziałem wiele o tobie. Dobrze nam się tańczyło, dobrze nam było razem. Ale każde z nas ma swój świat.
-A co jeśli powiem, że cię kocham? Że pokochałam cię tamtego wieczoru?
-Nie będę wiedział, co powiedzieć. Mój świat zapomniał już co to miłość.
-Przecież masz żonę. Codziennie masz ją. I ty mówisz, że nie wiesz, co to miłość?
-Jestem w trakcie rozwodu. Dagmara znalazła sobie innego.-wzrusza ramionami.-Muszę już iść.
-W nocy będziemy normalnie rozmawiać, a w dzień się unikać?-zapytałam jeszcze.
-Tak będzie lepiej Mała.-oznajmia.Jego twarz zbliża się do mojej. Składa na moich ustach pocałunek i wstaje. Próbowałam go zatrzymać. Pocałował mnie jeszcze raz i opuścił pokój. Wtuliłam się w poduszkę i zamknęłam oczy.
Gubię się we własnej grze. Chcę, by czuł się tak źle, jak ja. Ale rozmawiam w nim szczerze. Prawie wyznaje mu miłość. Lepiej będzie, jak pójdę już spać. Przestanę myśleć o nim. Przestanę myśleć o tym, że chyba go kocham.
***
Dziś to ranek jest wolny. Po śniadaniu każdy może robić co chce, aż do obiadu. Siatkarze już na śniadaniu dyskutowali co będą robić. Niektórzy planowali grę w karty, inni chcieli zaszyć się w swoich pokojach z laptopami na kolanach i rozmawiać ze swoimi rodzinami. Ja nie miałam żadnego planu. Pewnie spróbuje usnąć, bo znów się nie wyspałam.
-Patka masz jakieś plany?
-Tak.
-A można poznać jakie?
-Łóżko, poduszka i spać.-zaśmiałam się.-A czemu pytasz Zibi?
-Ja, Dzik, Ziomek, Igła i może ktoś jeszcze wybieramy się do sklepu. Idziesz z nami?
-Nie mam siły.
-A jak cię poniosę?
-Zbyszek ciężka jestem.-stwierdziłam.
-Widzimy się za pół godziny przy wyjściu.-oznajmił.-Najwyżej cię poniosę.
Uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam w stronę pokoju. Miałam ochotę ubrać się w coś ładnego, ale i wygodnego. Nie mam pojęcia, jak daleko znajduję się ten sklep, a nie chcę, aby Zbyszek naprawdę mnie do niego niósł.
Po upłynięciu umówionej ilości minut znalazłam się na dole. Ubrana w cienką bluzeczkę, krótkie spodenki i sandałki. Na moim nosie znajdowały się okulary.
-Czekamy jeszcze na kogoś?-zapytałam widząc większą grupę osób, niż te, które wymienił Bartman.
-Winiarski zaraz przyjdzie i będziemy mogli iść.-odpowiedział Michał Kubiak.-Ładnie wyglądasz.
-Ej ja to miałem powiedzieć!-zawołał Krzysiek.
-Nie prawda, bo ja!-oznajmił Zbyszek.
Śmiałam się, a wtedy ujrzałam jego. Idealnie ubrany dołączył do nas, więc powoli ruszaliśmy. Chciałam zrobić parę kroków, ale poczułam, że ktoś obejmuje mnie w pasie.
-Chyba miałem panią nieść.-szepnął mi do ucha Zbyszek.
-Już się obudziłam, mogę iść sama.
-Nie wątpię.-zaśmiał się.-No dalej chodź na barana do Zbysia.
-Pójdę sama.-powiedziałam uparcie, a on wziął mnie na ręce i pobiegł za resztą, która zdążyła nam już odejść kawałek.
-Zbyszek, czy ty oszalałeś?-zapytałam śmiejąc się.
Przy nim zapominałam o wszystkich problemach. Sprawiał, że śmiałam się cały czas, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Zapominałam choć na moment o Niebieskookim ideale.
-Wyglądacie razem uroczo.-zaśmiał się Krzysiek.
-Bartman puść mnie, sama pójdę.-mruknęłam cicho.-No Zbychu!
-Spokojnie Piękna, złość piękności szkodzi.-szepnął Zibi.-Zobacz, jak Winiar na nas patrzy. Zazdrosny jest, czy co?
-Nie ma o co, chyba.
-No nie ma, ale będzie miał. Słyszałaś, że rozwodzi się z żoną?-zapytał u pocałował mnie w czoło. Mruczę, że nie wiedziałam i obejmuję jego szyję, aby lepiej mu się mnie niosło.
Nie odzywam się aż do momentu, kiedy dochodzimy pod sklep. Zbyszek wreszcie stawia mnie na ziemi. Rozdzielamy się na mniejsze grupki i umawiamy się, że za pół godziny widzimy się pod sklepem.
Ja idę z Bartmanem. Chłopak kupuje jakieś batoniki, jogurtów, parę owoców i sok. Ja z kolei wybrałam parę jabłek, batonika, gumy i wodę.
Nie wszyscy jednak robią takie małe zakupy. Krzysiek Ignaczak ma aż dwie reklamówki. Chciałam zapytać po co Krzyśkowi takie zakupy, ale Zbyszek uprzedza moje pytanie, mówiąc, że planują grać w karty.
W drodze powrotnej Bartman znów chce mnie nieść, ale upieram się, że dam radę i sama pójdę.
-Krzysiek... a Andrea powiedział, kto wygrał karaoke?-zapytał nagle Łukasz Kadziewicz.
-Nie. Muszą się naradzić. Patka a ty może wiesz, kto wygra?
-Nie mam pojęcia. Nie wzięli mnie do swojego składu wybierającego zwycięzcę. Szkoda, bo mam dziwne wrażenie, że jeszcze mogę wygrać, a ja przecież okropnie śpiewam.
Ostatnimi słowami sprawiłam, że siatkarze wykłócali się ze mną, że cudownie śpiewam. Jedyny Winiarski nie brał udziału w rozmowie. Szedł cicho i przyglądał mi się. Pokręciłam głową. Wiedziałam, że dziś też przyjdzie. Nie wiedziałam tylko, co dziś powie. Jak dalej będzie wyglądała nasza gra. Gra, która schodzi na zły kierunek. On miał być zazdrosny o mnie. Według Zbyszka jest.
Ale ja nie miałam się w nim zakochiwać. Nie miałam patrzeć na niego w każdej chwili i myśleć o nim.
***
Mieszałam łyżką w zupie pomidorowej i wcale nie byłam głodna. Moi towarzysze już kończyli, a ja nawet nie zaczęłam. Gdy wyłapałam wzrok Bartmana, który zerkał na mój talerz podsunęłam mu go pod nos z uśmiechem.
-Smacznego.-mruknęłam.-Widzę, jak pożerasz moją porcję wzrokiem.
-Ale ty nic nie zjadłaś.
-Nie jestem głodna. Jedz, przecież widzę, mówisz tak tylko dlatego, że tak wypada. A najchętniej już opróżnił byś ten talerz.
-Dziękuje, jesteś kochana.-oznajmił i pocałował mnie w policzek.
Drugie danie jednak już trochę ruszyłam, bo Krzysiek, Łukasz, Michał Kubiak ze Zbyszkiem na czele patrzyli na mnie morderczym wzrokiem, kiedy wpatrywałam się w talerz i nie zamierzałam nic jeść.
-Do zobaczenia na treningu.-mruknęłam wstając od stołu.
-Ale ty prawie nic nie zjadłaś.
-Zjadłam, zjadłam.-uśmiechnęłam się i odeszłam.
W pokoju usiadłam na parapecie i przymknęłam oczy. Zapragnęłam porozmawiać z kimś znajomym. Kimś, kto dobrze mnie zna. Niestety tutaj nikogo takiego nie mam. To dopiero 3 dzień, od kiedy zaczęło się zgrupowanie. Wyciągnęłam z kieszeni spodenek telefon i zaczęłam przeglądać listę kontaktów. Dawno do nikogo nie dzwoniłam. Potrzebowałam rozmowy z kimś z Poznania. Nagle przypomniałam sobie, jak jeszcze nie dawno biegałam na mecze Lecha Poznań. Nawet studiując w Łodzi czasem jeździłam na weekendy do domu, aby zobaczyć jakiś mecz mojej ukochanej niebiesko białej drużyny.
Zatrzymałam się przy nazwie: Mati.
Mój kochany... w sumie to sąsiad moich rodziców, a nie mój. Gdy zamieszkał w mieszkaniu obok ja już studiowałam w Łodzi. Lubiłam z nim rozmawiać. Niepewnie wybrałam jego numer.
-Patuśka?
-Cześć Mati.
-Boże wieki nie dzwoniłaś. Wróciłaś już z Łodzi?
-Byłam w Poznaniu tylko dwa dni. Obecnie jestem w Spale, na zgrupowaniu siatkarzy reprezentacji Polski. Zostałam ich drugim lekarzem.
-Czemu nie mówiłaś, że byłaś? Spotkalibyśmy się.
-Przyjechałam wieczorem jednego dnia, byłam cały kolejny dzień, a później rankiem wyjeżdżałam. Ostatnio to ty widujesz moją matkę częściej, niż ja, więc wiesz jaka ja. Chciała się nacieszyć jedyną córką przez ten czas.
-Następnym razem daj znać,że będziesz. Wyciągnę cię siłą z domu, albo porwę.
-Jasne Mati. Fajnie cię słyszeć.
-Mogłaś wcześniej zadzwonić, to byś mnie usłyszała wcześniej. Albo mogłaś i mnie zobaczyć.
-Możdżeń! Ty też mogłeś do mnie wpaść, jak graliście w Łodzi, albo w Bełchatowie.
-A w ogóle coś się stało, że dzwonisz?
-Po prostu chciałam z kimś porozmawiać. Wypadło na ciebie, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.
-Ja miałbym ci za złe, że dzwonisz? Oj Patka, Patka. Ale czuję, że coś się dzieje, mów.
-Ale to głupi Mati, boo... chyba się zakochałam.
-To chyba dobrze?
-Tylko problem w tym, że spędziłam z nim kiedyś noc, a później on zostawił mnie samą. Ma żonę, ale podobno się rozwodzi.
-Rozumiem, że jest siatkarzem?
-Tak.. Chcę, aby czuł się tak samo jak ja, dlatego..
-Spędzasz sporo czasu z innym siatkarzem?
-Znów zgadłeś... Tylko, że gdy z nim rozmawiam sama, tak szczerze, to.. to..
-To twój plan szlak trafia.
-Bingo.
-Oj Patka, Patka. Prowadzisz jakąś dziwną grę, co? Chcesz ją wygrać, a możesz żałować.
-Skąd wiesz, że prowadzę grę?
-Pamiętam, jak poznałaś Semira w wakacje, ostatnie, jakie spędziłaś w Poznaniu. Było przecież podobnie. Wkurzył cię tym, że jako jedyny nie chciał z tobą tańczyć, to robiłaś wszystko, aby żałował.
-Więc co mam robić Mati?
-Dać szansę temu, z którym prowadzisz grę, nie dając nadziei temu, z którym spędzasz dużo czasu. Postaraj się nie skrzywdzić żadnego z nich, dobrze mała?
-Dobrze Mati, postaram się. I dziękuje za rozmowę.
-Do usług Patuśka. Przyjedź latem, po Londynie do Poznania. Niebiesko biała w swoich.. czerwonych włosach na pewno wyglądasz uroczo.
-Przyjadę, przyjadę. Do zobaczenia Mati.
-Pa Patuśka.
Rozłączyłam się z lekkim uśmiechem na twarzy. Mati mimo tego, że rzadko go widywałam i krótko go znałam potrafił mi doradzić. Rzadko można spotkać taką osobę, jak on, a ja miałam szczęście wpadając wtedy na niego na klatce schodowej.
Teraz albo prowadzę nadal grę, starając nie skrzywdzić się żadnego z nich, albo z niej rezygnuję.
Panie Winiarski jest pan Niebieskookim Ideałem, z którym lubię spędzać czas. Tylko czy będę w stanie zrezygnować z mojej gry, aby zmienić coś w spędzaniu czasu wspólnie? Może zamiast rozmawiać ze Zbyszkiem będę leżała obok ciebie z przymkniętymi oczami, marząc, by było tak zawsze?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz