niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział 12.



A teraz tak szczerze. Zgrupowanie mija, a ja i Michał mamy coraz mniej czasu dla siebie. Mój gabinet jest teraz drugim domem naszych siatkarzy. Jednego coś boli, inny coś wybił, a kolejnego boli głowa. A za dwa dni wylatujemy do Londynu.
Oliwier miło spędził z nami czas, jednak już jest u rodziców Michała. Bardzo polubiłam tego malca i chciałabym go jeszcze spotkać.
Westchnęłam. Godzinę temu skończył się trening, a dopiero przed paroma minutami skończyłam pracę i nie mam najmniejszej ochoty wstać i iść do pokoju. Jestem zwyczajnie padnięta.
Lada dzień wszyscy lecimy do Londynu, gdzie rozpoczniemy walkę o złoty medal. Widzę, jak bardzo im zależy na tym, żeby zwyciężyć i zapisać się w kartach historii. Wierzę, że im się to uda, gdy będą grali tak, jak zawsze. Przede wszystkim zespołowo. Jeśli na boisku będą sobie ufali tak, jak ufają sobie poza nim, to naprawdę jestem dobrej myśli. Jeszcze tylko 2 dni.. 2 dni i zaczynamy misję LONDYN 2012! Nie przyjmuję do siebie innej myśli, niż tej, że z Londynu moi kochani siatkarze wrócą z medalami na szyi i szerokimi uśmiechami na twarzy. Będą szczęśliwi, a ja wraz z nimi!
W końcu zmęczona wstałam z krzesła. Powoli opuściłam gabinet i zakluczyłam za sobą drzwi. Nie marzyłam o niczym innym, jak o ciepłym prysznicu i położeniu się do łóżka.


***

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Otworzyłam zaspane oczy i spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 11:30. Matko zaspałam na śniadanie i trening! Naciągnęłam na siebie szybko spodnie od dresu i otworzyłam drzwi, za którymi ujrzałam mojego Michała.
-Co się dzieje?-zapytał.-Dlaczego nie było cię na śniadaniu i treningu?
-Zaspałam.-mruknęłam wyciągając ubrania z szafki.
-Mogłaś nastawić budzik.
-Zapomniałam, naprawdę byłam wczoraj padnięta.-westchnęłam.-Zaczekaj, pójdę się ubrać.
Pokiwał głową, a ja zniknęłam za drzwiami łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą. O ile na początku miałam niewiele pracy, to ostatnio miałam jej aż za dużo. Jednak nie mogłam narzekać, każdy w nich musiał być w najlepszej formie na Igrzyska Olimpijskie i żadnemu nic nie mogło dolegać. Ubrałam szorty i bluzkę i wyszłam z łazienki. Zajęłam miejsce obok Miśka na łóżku i się do niego przytuliłam.
-Jesteś jakaś smutna, co się dzieje?
-Po prostu zmęczona.-westchnęłam przymykając oczy.-Drzwi od mojego gabinetu się nie zamykają. Dodatkowo każdą najmniejszą głupotę, która wam dolega muszę wpisywać do waszych kart, a to jest naprawdę czasochłonne i męczące, jeśli co chwile ktoś z was potrzebuje mojej porady. Całe szczęście, że nie jestem sama, bo chyba już bym pakowała się i stąd zwiewała jak najszybciej się da.
-Ale tego nie zrobisz.-ucałował mnie w czoło.
-Nie. Robię to, co zawsze chciałam.
-Patka... zastanawiałaś się co będzie z nami, gdy wrócimy z Londynu?
-Ty weźmiesz rozwód, prawda?
-Tak. A ty? Gdzie zamieszkasz?
-Mam małe mieszkanko w Łodzi... Do Poznania nie wrócę, bo.... bo tam nie ma ciebie.-uśmiechnęłam się lekko.-Poznań to moje miasto, jednak kocham ciebie. Ty jesteś kimś, z kim chcę spędzić resztę swojego życia Michaś.
-Nawet jeśli nie staniesz na ślubnym kobiercu?
-Ważne jest to, że ja kocham ciebie, a ty...
-A ja kocham ciebie.-ucałował mnie lekko.
-Wystarczy mi to, że mnie kochasz. Nie ważny jest ślub kościelny. Chcę cię mieć po prostu obok. Móc cię przytulić kiedy tylko zechcę. Wystarczysz mi ty, bo ty jesteś moim powodem do szczęścia Michaś. Gdy ty jesteś obok zrobię wszystko, bo wiem, że zawsze mogę na ciebie liczyć.
-Wiesz, lubię słuchać tego co mówisz? Zwłaszcza wtedy, gdy boję się tego, co będzie. Mówisz to zawsze z takim przekonaniem, że nawet jeśli ma nie być tak, jak mówisz, to ja w to wierzę, wiesz Patka? Mimo to, że wtedy tak cię zostawiłem, to ty nadal jesteś kochana. Jesteś moją czerwonowłosą Patką, której nie oddam nikomu, nawet jeśli mógłbym mieć cały świat dla siebie. Ty jesteś moim całym światem i nic, ani nikt tego nie zmieni.
-Kocham cię Michaś.
-Ja ciebie też kocham Patka.-szepnął.-Wiesz, lepiej było by ci bez tego ubrania.
-Misiek, ale przecież...
-Ci... Zamknąłem drzwi. Chłopacy wrócą za godzinę z sali konferencyjnej, Andrea puszcza im taktykę, a ja zaoferowałem się, że zajrzę do ciebie.
-Oj Misiek, Misiek.
-I tak mnie kochasz.-zaśmiał się i pozbył się ze mnie koszulki, którą parę minut wcześniej założyłam.
Przymknęłam oczy ciesząc się chwilą. Misiek jest mój. I będzie. Nic nas nie rozłączy, bo połączyła nas miłość.


***

Na obiad poszliśmy osobno. W sumie to ja byłam pierwsza i musiałam tłumaczyć chłopakom, dlaczego nie było mnie rano na śniadaniu i treningu. Misiek przyszedł parę minut po mnie z mokrymi włosami i ubrany w koszulkę i spodnie jeansowe, czym wyróżniał się spośród chłopaków, którzy byli odziani w reprezentacyjne stroje.
-A ty co się tak odstrzeliłeś?-zapytał Zbyszek.
-Porywam Patkę, aby pokazać jej Spałę.-oznajmił.-Muszę wyglądać jak cywilizowany człowiek, prawda?
-Ale ty nie jesteś cywilizowanym człowiekiem.-stwierdził Kadziewicz, za co oberwał w głowę od Winiarskiego.-Oh no żartowałem!
-No ja myślę.-wyszczerzył się.-Smacznego wszystkim.
Każdy zaczął jeść swoją porcję, a ja z uśmiechem obserwowałam Michała. Nie pomyślałabym, że teraz tak będzie. Za każdym razem, gdy go widzę wiem, że to nie sen. I to daję mi siłę, by walczyć o to, bym miała go na co dzień.
-Patka powiedz mi, jak możesz być z żonatym facetem?-zapytał Zbyszek.
-Zbyszek powiedz mi, jak możesz być tak dziwnym facetem?-zapytałam wstając od stołu.-Najpierw gadasz miłe słówka, później latasz za Joanną, a teraz czepiasz się mnie nie wiadomo o co.... Poczekam w pokoju Misiek.
Ucałowałam Winiarskiego w policzek i opuściłam stołówkę. Bartman ostatnio zaczął mi działać na nerwy, naprawdę. Nie rozumiałam już kompletnie jego zachowania, choć bardzo chciałam. Westchnęłam kręcąc głową. Gdzie jest Zbyszek, którego poznałam?


***

Niebieskooki Ideał

Patka opuściła stołówkę. Wpatrywałem się z Zbyszka zastanawiając się, co mam powiedzieć. Wziąłem głęboki oddech.
-Zbyszek, mogę wiedzieć o co ci chodzi?-zapytałem.
-Jaką ona ma pewność, że weźmiesz ten rozwód? Że Dagmara cię nie wykiwała? Przecież ona może nie wrócić z tych Włoszech, a ty będziesz miał żonę i kochankę?  Michał ona na pewno nie chce takiego życia.
-Może zajmiesz się swoim życiem, nie wtrącając w moje i Patki?-zapytałem.-Wezmę ten rozwód. Daga mnie nie wykiwa, nie jest taka. Wróci z Włoszech, bo chce spędzić resztę życia ze swoim Giovannim, więc nie będę miał żony i kochanki. Nie musi nie chcieć takiego życia, bo go nie będzie miała.  Wiem co robię, nie musisz się martwić za mnie i Patkę. Mam wszystko pod kontrolą! Więc z łaski swojej zajmij się swoją Joanną, a ode mnie i Patki trzymaj się z daleka, jasne?!?
Nie czekając na potwierdzenie odszedłem od stołu. Nie poznawałem Zbyszka. Był inny, niż wcześniej, a to mi się naprawdę nie podobało. Od kiedy pojawiła się Joanna on się zmienił. Spędzał z nią dużo czasu. I zaczął się wszystkiego czepiać.
Nie pukając do drzwi od pokoju mojej czerwonowłosej wszedłem do środka. Leżała na łóżku, więc położyłem się obok mnie, a ta mnie przytuliła. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Cieszyłem się, że ją mam. Jest dla mnie naprawdę wszystkim. Nigdy bym nie pomyślał, że zakocham się po raz kolejny. I że moja druga połówka będzie taka, jak moja Patka.
Uwielbiam ją za jej uśmiech. Za to, jaka jest. Nie chcę, żeby kiedykolwiek się zmieniała. Nawet jeśli na lepsze, o chce, aby była taka, jak teraz. Nie chce lepszej Patki, ani gorszej. Chcę moją Patkę! Moją i nikogo więcej!


***

Bośniackie Słoneczko

Wyjeżdżam. Opuszczam mój Poznań. Moje miasto. Miejsce, gdzie poznałem wiele osób, ale przede wszystkim ją. Dziewczynę, która cholernie zawróciła mi w głowie.
Zaczynam moje życie od nowa, z czystą kartą. Białą, nieskazitelnie biała kartką.  Kartką, którą pora zapisać. Nowym klubem, nowymi kibicami, nowymi kolegami z boiska i... nową miłością. Znaleźć tutaj drugą Patkę.... Problem w tym, że drugiej takiej jak ona po prostu nie ma. Nikt nie będzie ją.
Są ludzie, których nie da się zastąpić i jedną z takich osób jest właśnie Patka.
Chwyciłem torbę i ruszyłem w stronę stadionu, na który nie mam daleko. Zaczynam nowe życie w Nowosybirsku. Nawet jeśli tu nie będzie lepiej, niż w Poznaniu, to muszę dać radę.
Muszę zapomnieć o niej...

1 komentarz:

  1. Och, ładny rozdział... Aczkolwiek o co chodzi Zbyszkowi?! Zazdrośc?! Och ten Zibi ; )) Ciekawa jestem co znowu wymyślisz.
    Czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń