Z dedykacją dla mego "Diamencika"!
Którego tylko na tak nazywam!
I powinna ona wiedzieć,
że dedykacje właśnie dla NIEJ!
A Bośniackie Słoneczko specjalnie dla Rox!
Obudziłam
się wtulona w Michała. Leżał obok mnie z uśmiechem na twarzy, a ja
byłam szczęśliwa. Wreszcie wszystko będzie dobrze. Żadnej gry, żadnego
uciekania przed sobą. Wszystko będzie tak, jak powinno. Ja, on i nasza
miłość. I powinna ona wiedzieć,
że dedykacje właśnie dla NIEJ!
A Bośniackie Słoneczko specjalnie dla Rox!
-Cześć Ślicznotko.-usłyszałam jego cichy głos.-Jak się spało?
-Cudownie.-uśmiechnęłam się.-Takie poranki mogłabym mieć zawsze.
-Wszystko da się zrobić.-stwierdził i ucałował mnie w nos.-Cieszę się, że mam ciebie.
Ucałowałam go i przymknęłam oczy. Cieszyłam się chwilą, wiedząc, że lada moment Michał będzie musiał wrócić do swojego pokoju. Bałam się spotkania z jego żoną. Synek na pewno jest uroczy.
-Kto do ciebie przyjeżdża?
-Żona, z którą się rozwodzę.-jęknął dokładnie zaznaczając słowo 'rozwodzę'.-I synek. Będziesz obok? Nie chcę znów na nią patrzeć, bo pisała mi, że przyjeżdża z tym swoim Włochem i musi ze mną porozmawiać.
-Jeśli chcesz.-uśmiechnęłam się.-Chyba pora wstawać, za pół godziny śniadanie.
-Wracasz do naszego stolika?-zapytał wstając.
-Może jednak ty dołączysz do mojej samotni w rogu?-zaproponowałam.-Joanna mnie wkurza i nie chcę mieć z nią nic wspólnego.
-Czyli do zobaczenia wkrótce.-skradł mi ostatniego całusa.
Uśmiechnięta odprowadziłam wzrokiem Michała. Jestem naprawdę szczęśliwa. I niech tak będzie zawsze. Żadnych gier, żadnego grania sobie na uczuciach. Tylko szczerość, miłość i zaufanie. I mój Niebieskooki Ideał.
***
Schodząc po schodach słyszałam wesołe rozmowy i krzyki ze stołówki, co wskazywało, że rodziny siatkarzy już są. Przekroczyłam próg stołówki i ujrzałam Michała, który siedział przy stole, a na przeciwko jego żona. Mały Winiarski siedział mu na kolanach. Za kobietą stał jej kochanek, a obok niej leżała walizka. Niewiele z tego rozumiałam i nawet chciałam znaleźć sobie inne miejsce, aby im nie przeszkadzać, ale Misiek przywołał mnie do swojego stolika. Uśmiechnęłam się i ruszyła w ich kierunku naprawdę niepewnie.
-Patka to Daga, Daga to Patka.-najpierw przedstawił mi swoją żonę.-Oli to Patka.
-Giovanni.-mruknął Włoch. Kiwnęłam tylko głową i zajęłam swoje miejsce.
-O czym mieliśmy rozmawiać?-zapytał Dagmarę.
-Lecę z Vannim do Włoch, wrócę po Igrzyskach w Londynie, na nasz rozwód. Nie mogę wziąć ze sobą Oliwiera. Moi rodzice nie mogą się nim zająć, bo pracują. Musi zostać u ciebie na zgrupowaniu. Przywiozłam jego rzeczy.-oznajmiła.-Za 5 godzin mamy samolot, więc za góra pół godziny muszę wyjeżdżać.
-Oli idź na chwilkę do Bartka, dobrze?-zwrócił się do synka, a ten grzecznie pokiwał głową i pobiegł do Kurka, a sam zwrócił się do Dagmary.-Zostawiasz mi Oliego na zgrupowaniu i mówisz mi o tym dopiero teraz, gdy zaraz wylatujesz?
-Nie zaraz, tylko za 5 godzin.-mruknęła oglądając swe paznokcie.
-Czy ty oszalałaś? Przecież Andrea się na to nie zgodzi.-powiedział, a ja widziałam, że jest wściekły. Nie o to, że Oliwier miał u niego zostać, ale o to, że dowiaduje się o tym dopiero teraz.-To nie klub i nie Nawrocki, który nie miał nic przeciwko. To reprezentacja. Tu są inne zasady. Dagmara do jasnej cholery dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że wylatujesz, a Olim nie ma się kto zająć?
-Bo myślałam, że rodzice go wezmą. Wczoraj okazało się, że matka nie dostanie urlopu.-mruknęła.-Załatw to ze swoim trenerem, a ja muszę lecieć.
-Czy ty się dobrze czujesz? Mam od tak podejść i powiedzieć : na treningach będzie się błąkał mój syn, bo moja żona sobie wylatuje?
-Czerwonowłosa może się nim zająć.-kiwnęła głową w moją stronę.
-Ona tu pracuje. Dlaczego nie napisałaś mi wczoraj? Zadzwonił bym po moich rodziców i by go od ciebie zabrali.
-Nie przesadzaj, dobrze? Porozmawiaj ze swoim trenerem i jedziemy, bo naprawdę nam się śpieszy.
Pokręcił głową i wstał od stolika. Zabrałam się za picie kawy. Czułam na sobie wzrok kobiety, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Dziwnie się czułam słuchając rodzinnej kłótni.
Michał wrócił po paru minutach. Usiadł i przez chwilę się nie odzywał.
-Zostanie u mnie parę dni, później weźmie go moja mama.-odparł.-Możesz już jechać.
-Do zobaczenia Michał.-oznajmiła i wstała.-Cześć Patka
Pokiwałam tylko głową. Pożegnała się z Oliwierem, który po chwili wrócił do Michała i znów znalazł się na jego kolanach. Objął go za szyję i wtulił się w Niebieskookiego Ideała. Uśmiechnęłam się widząc ten obrazek. Z dwoma Winiarskimi w Spale może być naprawdę ciekawie.
***
Na treningu Oli usiadł obok mnie. Na pierwszy rzut oka widać, że jest synem Michała. Jest do niego bardzo podobny, a dodatkowo ma tak samo cudowne oczy, jak jego tata.
-Patka ale nie będzie ci przeszkadzało, że musisz mnie pilnować?-zapytał.
-Coś ty. Fajnie mieć towarzystwo, bo praktycznie na treningach zawsze się sama nudzę.-oznajmiłam.
-Uff... bo mamie często przeszkadzało, jak tata miał trening, a ja chciałem iść i musiała ze mną iść i mnie pilnować.-jęknął.-A ja lubię taty treningi. I mecze! Kiedyś będę grał jak mój tata, zobaczysz!
-W takim razie jestem twoją pierwszą fanką.-uśmiechnęłam się.-Jak zostaniesz siatkarzem, to z dumą będę mówiła, że jestem twoją pierwszą i największą fanką.
-Pierwszym moim fanem jest tata.
-Ale fanką jestem ja.-poczochrałam go po włosach.
-Niech ci będzie.-odparł i wziął piłkę, która leżała obok nas.-Poodbijamy?
-A umiesz?
-Ja tak, ty nie.-zaśmiał się.-Chodź.
-Ale gdzieś na boku i żeby nam piłka nie uciekła.-oznajmiłam.
Odbijałam z małym Winiarskim śmiejąc się przy tym niesamowicie. Małemu całkiem nieźle szło. Mi w sumie też, chociaż ostatni raz grałam chyba w liceum. Na studiach obijałam się grając w tenisa stołowego. W końcu lekarzowi nie potrzebna jest gra w gry zespołowe, typu siatkówka, czy piłka nożna. Mam leczyć ludzi i to robię.
A to, że dzięki po raz kolejny mogłam spotkać Michała? Mogłam poznać go lepiej, spędzić z nim więcej czasu i stwierdzić, że jest miłością życia? To tylko bonus od życia, które dziś jest dla mnie nadzwyczajnie miłe. Tylko pytanie, kiedy po raz kolejny da mi w kość?
***
Po południu Michał chciał spędzić trochę czasu z synem, a ja w pełni to rozumiałam. Sama w tym czasie zadzwoniłam do Drygasa mówiąc, że wszystko już jest dobrze i wyjaśniłam sobie z Michałem wszelkie niejasności. Ucieszył się. Mówił, że już za mną tęsknią i chcieliby mnie mieć u siebie, w Poznaniu.
Tylko moje miejsce jest teraz przy Michale. Wszystko traci sens, kiedy mojego Niebieskookiego Ideała.
Naprawdę chcę, żeby tak było zawsze. Takie moje szczęście. Chcę mieć go zawsze obok. Wyciągnęłam komórkę i włączyłam jedną z piosenek. Naszła mnie ochota na śpiewanie.
Tylko z tobą chciałam tak po prostu
Dogonić marzenia.
Gdy dobre karty los odkrywa,
Nie przegap tego!
Tylko z tobą chciałam tak po prostu dogonić marzenia
Nie przegap tego!
Chcę spełniać marzenia mając obok Michała. I nie ważne, co się będzie działo, naprawdę chcę mieć go każdego dnia i każdej nocy.
***
Bośniackie Słoneczko
Siedziałem przeglądając oferty klubów, które chcą mieć w swoim zespole. Ciężko będzie mi opuścić Poznań, jednak nic mnie tu nie trzyma. Patka, której wreszcie wyznałem, że mi się podoba i ją kocham woli siatkarza. Chciałem na nią czekać, ale wiem, że nie mam u niej szans. Ona kocha jego i nigdy nie będę dla niej choć w małej części tak ważny, jak ON, wielki Michał Winiarski.
Czytając kolejne słowa wstępnych kontraktów coraz bardziej przekonywałem się, że ja wcale nie chcę opuścić Poznania. Pokochałem to miasto, stadion, kibiców. Lubię niebiesko białe barwy. I naprawdę będzie mi ciężko zostawić to wszystko raz na zawsze. Wyjechać do Rosji, albo Niemczech.
Nowosybirsk? Ciekawa propozycja, ale... ale nigdzie nie będzie mi tak, jak w Poznaniu. Spędziłem tu swoje lata, a teraz, kiedy rozum każę mi podjąć decyzję chociażby o wypożyczeniu, to serce nie pozwala.
Jeśli wyjadę, to zostanie ono tutaj. W moim mieście, z tymi cudownymi kibicami. Zostanie tu czekając na cud, że może Patka zostawi Michała i będzie ze mną. Tylko cudów nie ma, więc muszę żyć rzeczywistością. Ona nie będzie ze mną. I muszę to przeżyć. Serce musi wyjechać ze mną.. do Nowosybirska? Na chwilę obecną właśnie taki jest mój wybór.
Wybrałem numer menadżera i oznajmiłem, aby zaczął rozmowy z klubem z Rosji. Czas zacząć nowy rozdział w życiu.
Nowe miasto, nowy klub, nowi ludzie, nowa miłość? Zostawić mój Poznań? Sam już nie wiem, czy dobrze robię, chcąc wyjechać do Nowosybirska...
***
Kochany Sąsiad
Bez Patki jest strasznie nudno. Z nią można było poimprezować, bo był jakiś powód wyjścia do klubu. A teraz, gdy znów jej nie ma wszystko jest takie szare i monotonne. A nie ma jej przecież od wczoraj.
Czerwonowłosa jest dla mnie naprawdę kimś ważnym. Uwielbiam ją za to, jaka jest. Bo jest naprawdę kochana! Zawsze się uśmiecha, nawet jeśli ma miliony zmartwień i nie umie sobie z czymś poradzić. Strasznie żałuję, że nie ma jej w Poznaniu. Siedzi w jakiejś zapchlonej Spale z piłkarzami, zamiast z nami być w naszym kochanym mieście doznań! Bo każdy wie, że Poznań to miasto doznań. Tu tyle się dzieje, że nie można się nudno. Wielkie miasta żyją każdego dnia, nigdy nie mają chwili wytchnienia.
Jedni biegną na tramwaj, inni na przejście dla pasów, żeby zdążyć przejść na zielonym świetle. Turyści licznie gromadzą się na Starym Rynku o 12, żeby zobaczyć słynne koziołki. Wszystko ma swój cel. Wszędzie coś się dzieje. Dlatego Poznań idzie tylko pokochać, a jak się już go pokocha, to najchętniej spędziło by się w nim całe swoje życie.
Stolica Wielkopolski to strasznie urokliwe miejsce, jednak bez Patki to już nie to samo...
Chciałbym, aby jeszcze przyjechała. Znów znalazła się w kotle i głośno nam kibicowała. Bo ona przynosi nam szczęście. Jest naszym małym talizmanem, który zawsze sprawia, że Kotor wszystko obroni, my strzelimy parę goli.
Poznań to nasze miasto! I nikt go nam nie zabierze... Tylko czemu tak bardzo brakuje mi Czerwonowłosej?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz