niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział 7.


[Niebiesooki Ideał]




Pierwszego dnia, gdy ujrzałem Patkę idącą w stronę Sokala wiedziałem, że zgrupowanie nie okaże się odskocznią od miłości. Chciałem zapomnieć co to miłość i jeszcze przed przyjazdem do Spały udawało mi się to idealnie. W wolnym czasie trochę imprezowałem, albo siedziałem przed telewizorem oglądając mecze. Robiłem wszystko zupełnie inaczej, niż gdy byłem z Dagmarą.
Właśnie moja żona, prawie była. Po Igrzyskach Olimpijskich ma się odbyć druga i mam nadzieję ostatnia sprawa rozwodowa. Na pierwszej trochę się z nią kłóciłem, o to z kim zamieszka Oliwier. Nie wyobrażałem sobie tego, że miałby zamieszkać z innym facetem, który zajął by moje miejsce.  Był też inny powód, dla którego nie chciałem, aby mały mieszkał z Dagą i jej kochankiem. Chłopak, którego wybrała sobie moja żona... boże, jak to okropnie brzmi, gdy muszę nazywać ją jeszcze moją żoną. W każdym bądź razie Giovanni jest Włochem, ma 22 lata i chce zabrać Dagmarę wraz z moim synem do Włoch, a na to na pewno nie pozwolę. Jeśli zabrali by Oliwiera do Włoszech, to rzadko bym go widywał. A ja zbyt mocno kocham mego syna, by widzieć go raz na pół roku.
Od czasu dostania pozwu rozwodowego uciekałem od miłości jak tylko się dało. Nie chciałem, by znów po paru latach bycia razem dowiedzieć się, że przez bycie siatkarzem nie mam dla kogoś czasu. Postanowiłem być teraz zimnym draniem, który będzie spędzał noc z dziewczyną, a później ją zostawi samą w hotelu.
Zrobiłem tak tylko raz, z Patką. Zbyt dużo myślałem później o niech, każdą z dziewczyn, którą podrywałem na kolejnych imprezach porównywałem do tej Patrycji. Może i wychodziłem z innymi z klubów, gdzie się bawiłem, ale wsadzałem je w taksówkę, kazałem odwieźć do domu, płacąc jeszcze taksówkarzowi za kurs.
Czerwonowłosa wyglądała pięknie. Zerkałem w jej stronę cały trening. Chciałem z nią porozmawiać, jednak nie wiedziałem, za co się zabrać i kiedy z nią porozmawiać. Nikt nie mógł wiedzieć, że to właśnie ona była dziewczyną, z którą tamtego dnia spędziłem noc, dlatego postanowiłem, że odwiedzę ją właśnie nocą, gdy wszyscy będą już spać. Nikt nas nie zauważy, a ja będę mógł z nią spokojnie porozmawiać.
Miałem nadzieję, że może jakoś uratuje naszą znajomość. Podobała mi się. Od dwóch miesięcy zawsze wieczorami myślałem tylko o niej. Czułem się tak strasznie przypominając sobie, co napisałem jej na tej kartce. Ten głupi tekst z piosenki. Tylko on przyszedł mi do głowy. Jakiś czas później zrozumiałem, że ona na pewno piosenkę zna. I musiała sobie dodać następny wers.
Nocami chodziłem do niej, chcąc porozmawiać. Trochę zwaliłem sprawę, zwłaszcza z tą Aśką. Ona spędzała dużo czasu ze Zbyszkiem, to ja chciałem zagrac w jej grę i zaprosiłem do stolika Joannę. Ona załapała moją grę. Nakryłem ją jak całowała się z Bartmanem. Wyrzuciła mnie po krótkiej rozmowie ze swojego gabinetu, wyznając mi, że mnie kocha. Sama nie wiedziała, że to powiedziała, a mi wciąż w głowie dźwięczały słowa:

"Tak bardzo cię kocham, ale tak bardzo cię nienawidzę"

Nienawidzi mnie z mojej winy. Ja zawalałem od początku naszej znajomości. Ona nie wiedziała co ma robic. A ja wszystko psułem.
Wstałem z łóżka i wyszedłem z pokoju. Cicho zapukałem w jej drzwi, ale nie otwierała. Nie było jej na kolacji, ani na wieczornym treningu. Trenerzy nic nie mówili, więc myślałem, że powiedziała, że się źle czuję, więc została w pokoju. Zapukałem po raz kolejny.
-Nie ma jej.-usłyszałem cichy szept Kadziewicza, który wychylił głowę ze swojego pokoju.-Pojechała do Poznania.
-Jak to?
-Płakała przez ciebie. Sam jej poleciłem, aby wyjechała na parę dni. Odpoczynek od ciebie dobrze jej zrobi. Ty też będziesz miał czas, aby pomyśleć. Może zrozumiesz, że nie możesz jej tak ranić. Ona może też cię rani Winiar, ale robi to w obronie własnej. Gubi się, bo coś do ciebie czuję. Pytanie, czy ty coś do niej czujesz?.. Dobranoc.
Wrócił do swego pokoju. Stałem jeszcze chwilę i wróciłem do siebie. Usiadłem na parapecie i patrzyłem w gwiazdy zastanawiając się, czy w moim sercu jest miejsce dla Zielonookiej Ślicznotki.


***

Siedziałem przy stole mieszając łyżką w misce z płatkami i mlekiem. Aśka rozmawiała sobie w najlepsze ze Zbyszkiem, Igła z Ziomkiem i Dzikiem. Tylko ja nic nie mówiłem. Chciałem, żeby ona tu była. Pragnąłem ją przeprosić za wszystko i zapytać, czy mam jeszcze jakieś szanse.
Dzisiejszej nocy dużo myślałem. Doszedłem do paru wniosków, jednak muszę poczekać, aż Patka wróci.
-Chłopcy mam wiadomość!-zawołał Sokal i od razu wszyscy się uciszyli.-Pani Patrycja z powodów rodzinnych wyjechała do Poznania wczoraj przed kolacją, ale wróci za dwa dni. Jeśli komuś coś będzie dolegało proszę się zgłaszać do mnie. Dziękuje za uwagę, smacznego.
-Zbyszek masz numer telefonu Patki?-zapytał Ignaczak.
-Nie. Chyba nikt nie ma. Widzieliśmy ją codziennie, więc numer nikomu nie był potrzebny.-westchnął Bartman.-Ciekawe, co się stało, że wyjechała bez poinformowania nas.
-Do kogo mogła pojechać?
-Do rodziców.-odezwał się Kadziewicz, który przechodził obok naszego stolika i usłyszał pytanie.-Jest z Poznania.
-Skąd wiesz?-zapytałem cicho.
-Rozmawiałem z nią Winiarski.-prychnął.-Wiesz, spokojnie. Szczerze i bez kłamstwa. Ty chyba nie wiesz, co to znaczy.
-Kadziu..
-Porozmawiamy jak zmądrzejesz. Chyba wiesz o co chodzi?
Nie dał mi odpowiedzieć. Wyszedł ze stołówki, a moi towarzysze patrzeli na mnie.  Zacząłem szybko jeść moje płatki i nim się obejrzeli mnie też nie było już na stołówce.
-Kadziu!-zawołałem, widząc, że środkowy wchodzi do swojego pokoju.-Masz jej numer telefonu, prawda?
-Nawet jeśli mam, to ci go nie dam. Przemyśl wszystko, co chcesz jej powiedzieć dokładnie, żebyś nie żałował żadnego słowa. I żeby oba znów przez ciebie nie płakała i nie cierpiała.
-Ale ona wróci z Poznania?
-Wróci.
Zamknął się w swoim pokoju. Oparłem się o ścianę. Wszystko spieprzyłem! Mogła nigdzie nie wyjeżdżać, gdybym nie bajerował Joanny. Może tulił bym ją teraz do siebie szepcząc, że to co było jest nie ważne, bo mamy siebie? Wszystko możliwe...


***

[Zielonooka Ślicznotka]


Dwie dziewczyny, które przyszły na trening piłkarzy siedziały pod lampą przy wejściu na boisko treningowe. Chciało mi się trochę z ich śmiać, bo nie wykorzystały momentu, gdy witałam się z piłkarzami, tylko czekały, aż trening się skończy.
-Patuś chodź zagrasz z nami!-zawołał Mati.
-Chyba cię głowa boli Możdżeń!-odkrzyknęłam.
-Patka no chodź!-kolejną osobą, która mnie wołała był Kamiński.
-Macie trening, przygotowujecie się do sezonu.-odparłam.-Z resztą znając moje szczęście sama bym sobie coś zrobiła, a to nie było by zbyt ciekawe, zwłaszcza, że mam pracę.
-Jeśli pani chce, to niech pani z nimi zagra.-odezwał się trener.
-O widzisz! Graj!-zawołali niemal to samy piłkarze.
-Pod warunkiem, że nic mi się nie stanie.-odparłam wstając z trawy.
Tak oto chwilę później biegałam za piłką grając w tak zwanego "Dziadka". Byli bardzo mili od samego początku być mi w środku.
-Mam cię!-zawołałam wreszcie zatrzymując noga piłkę kopniętą przez Semira.-W ogóle co to za pomysł, żebym ja musiała być w środku?
-Złość piękności szkodzi.-zaśmiał się Semir.-Gramy dalej, czy chcesz nadal zostać na tym miejscu, gdzie jesteś?
Zagraliśmy mini meczyk. Oni w korkach, ja w trampkach. Dobrze, że nie ucierpiałam, choć parę razy zdarzyło mi się poślizgnąć.


***

Cieszyłam się, że jestem w Poznaniu. Stadion jest moją oazą spokoju. Czuję się tu bezpieczna. Dodatkowo mam Matiego, Kamila i Marcina. Dzięki nim uśmiech nie znika z mej twarzy.
-Patka jedziemy na Stary Rynek?-zapytał Mati obejmując mnie ramieniem, jednak natychmiast się odsunęłam.
-Może najpierw weźcie prysznic.-stwierdziłam.-Albo najpierw zróbcie sobie zdjęcia z tymi czarnulkami, bo biedaczki czekają za wami od początku treningu.
-Będą miały jeszcze okazję.-wyszczerzył się Kotor.-Fajnie, że przyjechałaś Młoda.
-Spadaj Krzysiek.-zaśmiałam się.
-A mi pisałaś, że nie planujesz przyjazdu do Poznania.-mruknął Jasiek.
-Jasiu przyjazd tutaj był spontaniczny. Gdy ci odpisywałam nie miałam pojęcia, że parę godzin później znajdę się w pociągu do Poznania. Powinieneś się cieszyc, że jednak mnie widzisz.
-Bo się cieszę.-poczochrał mnie po włosach.
-Jasiek!-zawołałam oburzona.
-Złośc piękności szkodzi.-krzyknął Semir.
-Tobie już nic nie zaszkodzi.-stwierdziłam.-Zmiatajcie pod ten prysznic, a później kto chce jedzie ze mną, Matim i Drygasem na Stary Rynek.
Okazało się, że spora część piłkarzy postanowiła jechać ze mną. Oprócz Możdżenia i Drygasa pojechał Kamyk, Semir, Jasmin, Tonev, Rudnev, Sergiej, Ivan, Dima i Dyzio. Całą zgrają chodziliśmy wokół rynku śmiejąc się z każdej najmniejszej głupoty.





     

Mateusz, sąsiad moich rodziców. Chłopak, z którym niemal od razu się zaprzyjaźniłam. Jeden z 266 najlepszych piłkarzy na świecie.

Kamil, kolega Matiego.  Blondyn, na którego mogę liczyc zawsze, gdy potrzebuję pomocy. Zawsze znajdzie dla mnie czas.

Marcin, ostatni z mojej ukochanej trójki Lecha. Objawienie sezonu? To wcale go nie zmieniło. Nadal jest tym samym Kamykiem, jakiego poznałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz