niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział 1.



Stukot szpilek, jakie mam na stopach słychać na całej sali, gdzie trenuje właśnie reprezentacja siatkarzy. Czuję na sobie wzrok całej grupy, więc uśmiecham się szeroko i dumnie podchodzę do pierwszego lekarza. Witam się z nim, a on od razu zwraca się do trenera Anastasiego, że to właśnie ja jestem drugą lekarką. Włoch spogląda na mnie przyjaźnie, a ja wiem, że nie czeka mnie nic złego z jego strony.
-Chłopcy pozwólcie na moment!-krzyknął, więc siatkarze od razu zostawili piłki i podeszli bliżej.
-To Patrycja Pilarczyk, moja asystentka, drugi lekarz kadry.-oznajmił Jan Sokal.-Mam nadzieję, że żaden z was jej nie przestraszy, bo nie chcę szukać nowego asystenta parę dni przed Igrzyskami.
-Spokojnie, Pati nie będzie się nas bała.-wyszczerzył się Zbyszek.-Zibi jestem.
-Wiem, czytałam wasze karty, więc przedstawianie sobie darujmy Zbyszek.-powiedziałam i mrugnęłam okiem.-Widzę cię u mnie w gabinecie po treningu. Miałeś ostatnio parę kontuzji, to wolę sprawdzić, czy wszystko z tobą dobrze. Szkoda by było, abyś wypadł z Igrzysk.
Chłopak kiwa głową zadowolony, a ja spoglądam na Winiarskiego. On również na mnie patrzy na mnie, więc odwracam wzrok i wyciągam z torebki notes dokładnie obserwując każdego z nich.


***

Trening dobiegł wreszcie ku końcowi. Zawodnicy się rozciągali. Wstałam w twardego krzesełka i udałam się do swego gabinetu. Nie byłam jednak długo w nim sama, bo wszedł Zibi.
-Nie boli cię nic?-zapytałam.-Nie ma jakiś problemów zdrowotnych?
-Nie, wszystko okej.-oznajmił z uśmiechem i usiadł.-Jak będzie coś źle, to dam znać pani doktor.
-Wystarczy Pati, albo Patka.
-Masz ładny kolor włosów. Farbowane?
-Głupie pytanie, panie Bartman.
-Wybacz Pati. Naprawdę skończyłaś medycynę?
-Dziwne, co?
-Nie wyglądasz na taką, co lubi biologię, chemie i wszystko podobne.
-Pozory mylą.-stwierdziłam i usiadłam sobie na biurku.-Śpieszysz się, czy masz ochotę pogadać? Nie znam tu jeszcze nikogo i trochę dziwne się czuję.
-Z tobą mógłbym rozmawiać cały dzień...
-...całą noc.-dodałam ze śmiechem.
-Czyżby koleżanka lubiła spędzać czas na dyskotekach?
-Czyżby kolega się nie mylił?
-Czyżby koleżanka ze mną flirtowała?
-Nawet jeśli, to czy to źle?
-Mi tam się podoba.-stwierdził.-Skąd jesteś?
-Studiowałam w Łodzi. Urodziłam się w Poznaniu i tam mieszkałam przez 19 lat. Łódź to cudowne miasto, jednak nie dorówna nigdy Poznaniowi. A ty zwiedziłeś trochę świata, gdzie twoje ukochane miejsce?
-W Warszawie. Kiedyś ci je pokaże, bo to tajemnica. Obiecałem sobie, że pokaże je najpiękniejszej dziewczynie, jaką poznam.
-I ja ją akurat jestem? Nie czaruj Bartman, nie czaruj.
-Chyba dobrze mi wychodzi to czarowanie, co?
-Sam oceń.
Uśmiechnęłam się i zeskoczyłam z biurka. Wzięłam swoje rzeczy, więc i on wstał. Wspólnie opuściliśmy mój gabinet, który zamknęłam na klucz.  Reprezentacyjny atakujący odprowadził mnie pod drzwi pokoju zapowiadając, że będzie do mnie często wpadał.
Podobało mi się to, bo pokój obok zajmował Winiarski, więc będzie widział, że Zibi przychodzi do mnie. Plan zaczyna iść w dobrym kierunku, a to dopiero pierwszy dzień.


***

Na obiedzie miałam zamiar usiąść z resztą sztabu, jednak Zibi wstał i mnie zawołał wskazując miejsce obok siebie. Niepewnie spojrzałam na pana Sokala, ale on widząc moje zakłopotanie pokiwał głową, że mogę iść do Bartmana i jego towarzyszy. Stoliki były sześcioosobowe.
-Smacznego.-oznajmiłam zajmując miejsce i zerkając na Zbyszka, który uśmiechał się szeroko.
-Dziękujemy.-odparli w tym samym momencie, co niezwykle mnie rozśmieszyło.
-Oficjalnie przedstawiam ci Dzika...
-Michała.-poprawia go przyjmujący.
-Kubiak, nie przeszkadzaj mi.  Obok niego Igła i Ziomek.
-Krzysiek.
-Łukasz.
-Pati, bądź Patka.-uśmiechnęłam się.-Kto jeszcze siedzi z wami...
-Z nami.-przerwał mi Zbyszek.
-Kto więc siedzi jeszcze z nami?
-Winiar.
Na dźwięk tego słowa mam ochotę się skrzywić, jednak staram się uśmiechnąć. Nikt nie może wiedzieć, że ja i Michał się znamy. Zwłaszcza Zbyszek. On musi mi pomóc w sprawieniu, że pan Winiarski będzie na mnie tak samo zły, jak ja na niego.
-O i idzie nasza zguba.-powiedział Łukasz. Spoglądam w stronę wejścia na stołówkę. Winiarski nie ma ciekawej miny widząc mnie przy stoliku, jednak podszedł i mruknął coś, co najprawdopodobniej miało brzmieć jak: siema.
-Winiar to Patka, Patka to Winiar.
-Cześć.-szepnęłam i zabrałam się za jedzenie.
Nie czułam się dobrze w jego towarzystwie. Wciąż pamiętałam imprezę, kiedy bawiłam się z nim cudownie, spędziłam z nim noc, a rano obudziłam się sama. Sama w hotelu. Czułam się nie tylko jak idiotka, ale i jak... to słowo nawet mi przez gardło nie chce przejść. Byłam taka oszukana. Nigdy nie poczułam się taka zraniona. A przecież często imprezowałam z niejednym facetem, który mówił, że jestem najpiękniejsza i jeszcze kiedyś się spotkamy, aby parę dni później ujrzeć go z inną. Jednak Niebieskooki ideał był inny. Nie wyglądał na takiego, co zostawia dziewczynę samą. Opuszcza ją jak zabawkę kolejnego dnia. Jednak okazało się, że Michał Winiarski właśnie taki jest. Teraz chcę, żeby on zobaczył, że ja wcale nie przejmuję się tym, jak mnie potraktował. Zagram mu na nosie. Będę robiła wszystko, by był zazdrosny. Nawet jeśli ma żonę. Może ją mieć.
Choć tak naprawdę nie wiem, czy ją mam. Wnioskuje to tylko z kawałka piosenki, której nie dokończył.
-Gdzie odpłynęłaś aniele?-zapytał Zbyszek wybudzając mnie z moich przemyśleń.
-Prędzej odfrunęłam.-zaśmiałam się.-Mam ochotę na spacer po lesie, bo po południu nie ma treningu i tak się zastanawiam, który z was ma ochotę mi potowarzyszyć. Nie znam okolicy.
-Jeśli moje towarzystwo będzie ci odpowiadało, to idę z tobą.
-Z tobą mogę spędzić cały dzień...
-...całą noc.-kończy razem ze mną i się śmiejemy. Wstaję od stołu, ponieważ mój talerz jest pusty.
-Widzimy się za pół godziny Zibi?
-Jasne, przyjdę po ciebie. Weź jakąś bluzę, wrócimy przed kolacją.
Uśmiecham się do niego i odchodzę. Spoglądam na Winiarskiego, który nie jest zadowolony z tego, że spędzę czas z Bartmanem. Remis panie Idealny. A tą wojnę wygram ja! Może nie wiesz, ale wstąpiłeś na pole bitwy, z którego nie wyjdziesz jako zwycięzca.


***

Spacerowałam ze Zbyszkiem po lesie. Rozmawialiśmy z uśmiechami na twarze. W pewnym momencie siatkarz objął mnie w pasie i zaczął kręcić się ze mną wokół, co wywołało mój śmiech.
-Zbyszek, co ty wyprawiasz?-zapytałam.
Nie odpowiedział, bo stracił równowagę i oboje wylądowaliśmy na trawie. Teraz on śmiał się razem ze mną. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i przymknęłam oczy. Czułam się tak dobrze. Jednak wirująca na parkiecie w ramionach Niebieskookiego ideała czułam się szczęśliwa. Teraz czuję się tylko dobrze. 
-Wiesz mógłbym tak leżeć tak z tobą cały dzień...
-...całą noc.
-Tak, cały dzień i całą noc. Jesteś cudowna.
-Zibi ale..
-Lubię cię, wiesz?-zapytał i pocałował mnie w nos, co mnie rozśmieszyło.-Masz ładny śmiech.
-Też cię lubię Zibi, ale..
-Ale znamy się parę godzin. Spokojnie Maleńka. Po prostu chcę spędzić z tobą miło czas. Nic  na siłę. Mamy jeszcze całe zgrupowanie i Igrzyska. Czuję, że z tobą obok będzie mi łatwiej być w dobrej formie.-wyszeptał i znów pocałował mnie w nos.-Nigdy nie czułem się tak dobrze z kimś, kogo znam tak krótko.
A ja czułam się już tak. Czułam się tak cudownie, gdy miałam obok siebie Michała. Ale teraz go nie ma. I nie będzie. Bo on mnie zostawił wtedy. Jednak to tylko moje myśli i nie powiem tego na głos Zbyszkowi. Nie chcę psuć chwili.


***

Wieczorny trening. Siedziałam obok pierwszego lekarza i tak naprawdę dzieliliśmy sobie kadrę na pół, aby każdy z nas miał mniej roboty.
Po paru minutach burzliwych obradach umówiliśmy się, że w mojej siódemce znajdują się tacy zawodnicy jak Krzysiek Ignaczak, Łukasz Żygadło, Michał Kubiak, Łukasz Kadziewicz, Piotrek Nowakowski, Zbigniew Bartman i Michał Winiarski. Ostatni nie bardzo mi pasował, jednak po przemyśleniu stwierdziłam, że to może się jednak przydać.
W grupie pana Sokala znalazła się pozostała siódemka, czyli Paweł Zagumny, Paweł Zatorski, Grzegorz Kosok, Daniel Pliński, Bartosz Kurek, Michał Ruciak i Jakub Jarosz.
Po treningu zostało to ogłoszone siatkarzom,aby wiedzieli do kogo zwracać się w razie problemów zdrowotnych.
Udałam się do swojego gabinetu i rozsiadłam się wygodnie. Miałam tu spędzić ponad pół godziny czekając, czy nikt nie przyjdzie z jakąś dolegliwością.
Po 10 minutach usłyszałam pukanie do drzwi, a chwilę później za nich wyłoniła się głowa Łukasza Kadziewicza.
-Hej, mogę?
-Jasne. Co się dzieje?
-Nic. Czuję się bardzo dobrze. Pomyślałem sobie, że było by miło cię poznać.
-No to siadaj. Dopiero początek zgrupowania i nie mam nic do roboty. Oby było tak do końca.
-Będą ci płacić za nic?-zaśmiał się.
-Wolę nic nie robić, to wtedy wy jesteście wszyscy zdrowi, nikt nie ma kontuzji i kadra ma cała czternastkę gotową do gry.
-No tak, lepiej być lekarką zdrowej kadry, niż lekarką kadry, która się sypie przez kontuzję. Mam do ciebie mówić per pani lekarz?
-Wystarczy Patka. Wracasz do kadry po latach?
-Aż tak widać?
-Nie. Twoja karta zdrowia mi wszystko powiedziała. Igrzyska Olimpijskie są marzeniem każdego sportowca, a ty po tylu latach wracasz na ważną imprezę. Nie boisz się, że nie podołasz?
-Trener we mnie wierzy, chłopacy we mnie wierzą, ja wierzę w siebie. Ty też uwierz we mnie. Wiara czyni cuda.
-Więc wierzę w ciebie Łukaszu.-uśmiechnęłam się.
-Patka idziesz? Chłopacy już poszli, wiec nie masz nic do roboty.
Do mojego gabinetu wpadł Bartman. Spogląda na Kadziewicza i wycofuję się, a po raz kolejny tego dnia się śmieje.
-Czekaj Zibi, pójdziemy razem.-krzyknęłam, zanim zamknął drzwi.-Chodź Łukasz. Miło było z tobą porozmawiać, ale jak widzisz moja praca na dziś się już skończyła.
-Będzie jeszcze wiele okazji, aby porozmawiać. Czuję, że się zaprzyjaźnimy.
-Też mi się tak wydaję.
Opuszczam po raz kolejny pomieszczenie. Łukasz żegna się ze mną i idzie do pokoju, a Zbyszek czeka, aż zamknę gabinet i idziemy w stronę korytarza, gdzie zniknął Kadziewicz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz