sobota, 28 kwietnia 2012

Rozdział 13.


Wszyscy staliśmy czekając na odprawę. To właśnie dziś wylatujemy do Londynu. Każdy ma uśmiech na twarzy. Wiemy po co tam lecimy. Siatkarze nie potrzebują mobilizacji i tak zagrają najlepiej, jak potrafią, a nawet dadzą z siebie więcej. Będą grać i starać się na maksimum swoich możliwości. Wrócą z medalem. Nie ma innego wyjścia. Wszystko okaże się w Londynie, ale ja wiem, że zapiszą się w historii Polskiej siatkówki, już to zrobili.
-O czym tak myślisz?-usłyszałam przy uchu szept mojego Niebieskookiego Ideała.
-Zastanawiam się jak będziecie się prezentować ze złotymi medalami Igrzysk Olimpijskich.-oznajmiłam.
-Jesteś bardzo pewna tego, że będą to złote medale.
-A nie będą?-zapytałam.-Nie wierzysz w siebie i chłopaków?
-Wierzę Patka, wierzę. Jednak nikt nie wie, czy gdy przyjdzie do decydujących starć, to czy kto inny nie okaże się lepszy. My możemy wierzyć, nawet musimy. Ale nikt tak naprawdę nie wie, czy na przykład Amerykanie nie będą mieli turnieju, gdy wygrywają wszystko jak leci. Po Igrzyskach wszystko się okażę, chociaż ja wierzę tak jak ty, że wrócimy ze złotymi medalami.
-Każda poprzednia impreza, na której byliście od czasu, gdy trafił do was Andrea kończyła się medalem, teraz nie będzie inaczej.-szepnęłam całując go w policzek i ruszając za chłopakami, którzy zaczęli iść w stronę wejścia do samolotu.
-Było już wszystko, oprócz złota. Teraz musi być inaczej.-odszepnął.-Złoto w końcu trafi w nasze ręce, prawda?
Pokiwałam głową. Parę minut później zajęliśmy swoje miejsca, a ja oparłam głowę o ramię Miśka. Cieszyłam się, że mam go obok. Był po prostu mój. I naprawdę chciałabym, aby było tak zawsze.


***

Siedząc w swoim pokoju w wiosce olimpijskiej zastanawiałam się nad sensem emaila, którego przeczytałam parę minut temu:

Wiesz, że Semir przez ciebie opuścił Poznań? Dałaś mu nadzieję, którą mu odebrałaś. Nie chciał, by wszystko przypominało mu ciebie. Zaczął negocjować już nawet nowy kontrakt z Lechem, kiedy pojawiłaś się ty. Zniszczyłaś jego spokój. Przewróciłaś jego życie do góry nogami. Łudził się, że nadal ci się podoba. Spóźnił się trochę, a ty... ty tak bezdusznie powiedziałaś mu, że masz kogoś. 
Przez ciebie wyjechał. Gdyby cię nie poznał, to nadal by był tu z nami. Grał dla Lecha. Ale już go nie ma.. Wyjechał do Rosji, z dnia na dzień. 
Nie ma już go, a przyczyniłaś się to tego ty. 
Mam nadzieję, że ten siatkarz był wart tego, by Semir wyjechał z Poznania. Jeśli nie, to chyba już nigdy cię nie zrozumiem.

Brak podpisu, a email jakiś dziwny. 'niewarty_uwagi@gmail.com', kto to niby jest? Dlaczego do mnie pisze? Przecież nigdy nic nie obiecywałam Bośniakowi.
Westchnęłam. Poznań, moje miasto zaczynało mnie powoli denerwować. Coraz bardziej przekonywałam się, że tam już nie ma miejsca dla mnie. Wszystko już nie jest tak, jak powinno. Nie ma mojego Poznania. Nie ma moich ludzi. Czas znaleźć nową oazę spokoju. Może znajdę ją w ramionach mojego Michasia? To przy nim powinnam się teraz czuć spokojnie i beztrosko. To wtulona w niego muszę się czuć dobrze, on będzie moją oazą spokoju.

***

Pierwszy posiłek od przylotu. Tu wszystko jest zupełnie inne, niż w Spale. Duże stoliki, przy których siedzą poszczególne reprezentacje. Przez to znalazłam się między moim Miśkiem, a Łukaszem Kadziewiczem, co akurat bardzo mi się podoba. Gorzej z tym, że na przeciwko mnie siedzi Joanna, a obok niej Zbyszek. Na samym końcu stolika siedzi sztab szkoleniowy. 
-Patka a pamiętasz, że miałaś zagrać kiedyś z nami w karty?-zapytał Łukasz siedzący obok mnie.
-Eee...-podrapałam się po głowie.-Nie pamiętam, ale zapewne obiecałam, że zagram.
-Czyli za pół godziny w pokoju Ignaczaka i jego towarzysza?-zapytał Kubiak.
Prawie każdy potwierdził te słowa, więc wreszcie zaczęliśmy konsumować naszą obiadokolację.
I tak też się stało. Po dokładnie 30 minutach w pokoju Krzyśka i jak się okazało Łukasza Żygadło znalazła się spora grupa siatkarzy z naszej reprezentacji.  Oprócz właścicieli pokoju, mnie i Miśka znaleźli się też tutaj: Paweł Zatorski, Grzegorz Kosok, Daniel Pliński, Michał Kubiak, Łukasz Kadziewicz i Piotrek Nowakowski.
Zbyszek podobno poszedł gdzieś z Joanną, Paweł Zagumny wisi na skeypie z żoną, Kurek odsypia podróż samolotem, a Jarosz z Ruciakiem łupią w jakieś gry na laptopie tego drugiego.
Siedziałam na kolanach mojego Michała czekając, aż rozdadzą karty. Już na samym początku zaznaczyłam, że będę grała z Winiarskim razem, mówiąc, że i tak będziemy sobie podglądać w karty. Prawda jednak była taka, że kompletnie nie umiałam grać, a nie miałam zamiaru przegrywać każdej kolejki.
-Nie umiesz grać w karty?-usłyszałam przy uchu szept Michała.
-Skąd wiesz?-zapytałam równie cicho jak on.
-Widać po tobie.-zaśmiał się.-Spokojnie, dam radę sam, tylko chociaż udawaj, że mi jakoś pomagasz.
-Patrz, już spiskują!-oburzył się Zatorski.-Mówiłem, żeby nie dawać im razem grać. Przynajmniej szybciej by nam poszło, a tak razem będą trudniejsi do pokonania.
Omal nie wybuchłam śmiechem, jednak odwróciłam głowę i śmiałam się w ramię mojego Miśka. Zostałabym ogrania już w pierwszym rozdaniu, przyznam to naprawdę szczerze.  Jednak grając z Michałem nie wyjdę na tym tak bardzo źle, jakbym wyszła, gdybym grała sama.
Czas gry w karty minął nam bardzo miło, jednak godzina pierwszego treningu zbliżała się nieubliżanie, więc skierowaliśmy się do swoich pokoi. 
Ktoś powiedział, że marzenia mają to do siebie, że czasami się spełniają. Więc i teraz ich marzenia się spełnią. Złoto w Londynie będzie nasze, będzie tej czternastki siatkarzy. Polska wróci z medalem, nawet jeśli nie każdy w to wierzy.

***

Siedziałam z laptopem na kolanach czytając kolejną wiadomość od Niewartego Uwagi.

Wiesz, ty teraz jesteś w Lodynie, świetnie się bawisz z tym swoim Niebieskookim Ideałem, a on jest sam. Sam w Rosji. Dobrze Ci z tym? Dobrze Ci z tym, że Semir opuścił Poznań przez Ciebie? To ty doprowadziłaś do tego, że on Cię pokochał, trochę za późno. Jednak wszystko... wszystko mogło być inaczej, wiesz o tym, prawda? Mogliście żyć szczęśliwie tutaj, w Poznaniu. Waszym Poznaniu. Lecz ty wolisz podbijać świat i serce Winiarskiego. 
Jeśli kiedyś będziesz tego żałowała, to nie próbuj ratować tego, czemu nie dałaś szansy przeżyć. 
Zapomnij o tym, że znałaś Semira Stilicia, Bośniaka z numerem czternastym. 
Ty dla niego przestaniesz istnieć, on powinien przestać istnieć dla Ciebie.
Tak będzie najlepiej.
Odezwę się wkrótce, będę twoim sumieniem, które nie da Ci żyć spokojnie.
W końcu... dlaczego tylko Semir ma się zastanawiać, co zrobił nie tak?
Do napisania Piękna! 

Westchnęłam. Ani trochę nie podobały mi się te emaile. Westchnęłam. Kim do jasnej anielki jest Niewarty Uwagi? Przecież mój adres ma mało osób, trzeba jakoś wybrać osoby podejrzane.
Ale nie teraz. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc wyłączyłam szybko laptopa i otworzyłam drzwi. Widząc za nimi Miśka uśmiechnęłam się i wpuściłam go do środka. Leżąc wtulona w niego zapomniałam o wszystkich zmartwieniach.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział 12.



A teraz tak szczerze. Zgrupowanie mija, a ja i Michał mamy coraz mniej czasu dla siebie. Mój gabinet jest teraz drugim domem naszych siatkarzy. Jednego coś boli, inny coś wybił, a kolejnego boli głowa. A za dwa dni wylatujemy do Londynu.
Oliwier miło spędził z nami czas, jednak już jest u rodziców Michała. Bardzo polubiłam tego malca i chciałabym go jeszcze spotkać.
Westchnęłam. Godzinę temu skończył się trening, a dopiero przed paroma minutami skończyłam pracę i nie mam najmniejszej ochoty wstać i iść do pokoju. Jestem zwyczajnie padnięta.
Lada dzień wszyscy lecimy do Londynu, gdzie rozpoczniemy walkę o złoty medal. Widzę, jak bardzo im zależy na tym, żeby zwyciężyć i zapisać się w kartach historii. Wierzę, że im się to uda, gdy będą grali tak, jak zawsze. Przede wszystkim zespołowo. Jeśli na boisku będą sobie ufali tak, jak ufają sobie poza nim, to naprawdę jestem dobrej myśli. Jeszcze tylko 2 dni.. 2 dni i zaczynamy misję LONDYN 2012! Nie przyjmuję do siebie innej myśli, niż tej, że z Londynu moi kochani siatkarze wrócą z medalami na szyi i szerokimi uśmiechami na twarzy. Będą szczęśliwi, a ja wraz z nimi!
W końcu zmęczona wstałam z krzesła. Powoli opuściłam gabinet i zakluczyłam za sobą drzwi. Nie marzyłam o niczym innym, jak o ciepłym prysznicu i położeniu się do łóżka.


***

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Otworzyłam zaspane oczy i spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 11:30. Matko zaspałam na śniadanie i trening! Naciągnęłam na siebie szybko spodnie od dresu i otworzyłam drzwi, za którymi ujrzałam mojego Michała.
-Co się dzieje?-zapytał.-Dlaczego nie było cię na śniadaniu i treningu?
-Zaspałam.-mruknęłam wyciągając ubrania z szafki.
-Mogłaś nastawić budzik.
-Zapomniałam, naprawdę byłam wczoraj padnięta.-westchnęłam.-Zaczekaj, pójdę się ubrać.
Pokiwał głową, a ja zniknęłam za drzwiami łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą. O ile na początku miałam niewiele pracy, to ostatnio miałam jej aż za dużo. Jednak nie mogłam narzekać, każdy w nich musiał być w najlepszej formie na Igrzyska Olimpijskie i żadnemu nic nie mogło dolegać. Ubrałam szorty i bluzkę i wyszłam z łazienki. Zajęłam miejsce obok Miśka na łóżku i się do niego przytuliłam.
-Jesteś jakaś smutna, co się dzieje?
-Po prostu zmęczona.-westchnęłam przymykając oczy.-Drzwi od mojego gabinetu się nie zamykają. Dodatkowo każdą najmniejszą głupotę, która wam dolega muszę wpisywać do waszych kart, a to jest naprawdę czasochłonne i męczące, jeśli co chwile ktoś z was potrzebuje mojej porady. Całe szczęście, że nie jestem sama, bo chyba już bym pakowała się i stąd zwiewała jak najszybciej się da.
-Ale tego nie zrobisz.-ucałował mnie w czoło.
-Nie. Robię to, co zawsze chciałam.
-Patka... zastanawiałaś się co będzie z nami, gdy wrócimy z Londynu?
-Ty weźmiesz rozwód, prawda?
-Tak. A ty? Gdzie zamieszkasz?
-Mam małe mieszkanko w Łodzi... Do Poznania nie wrócę, bo.... bo tam nie ma ciebie.-uśmiechnęłam się lekko.-Poznań to moje miasto, jednak kocham ciebie. Ty jesteś kimś, z kim chcę spędzić resztę swojego życia Michaś.
-Nawet jeśli nie staniesz na ślubnym kobiercu?
-Ważne jest to, że ja kocham ciebie, a ty...
-A ja kocham ciebie.-ucałował mnie lekko.
-Wystarczy mi to, że mnie kochasz. Nie ważny jest ślub kościelny. Chcę cię mieć po prostu obok. Móc cię przytulić kiedy tylko zechcę. Wystarczysz mi ty, bo ty jesteś moim powodem do szczęścia Michaś. Gdy ty jesteś obok zrobię wszystko, bo wiem, że zawsze mogę na ciebie liczyć.
-Wiesz, lubię słuchać tego co mówisz? Zwłaszcza wtedy, gdy boję się tego, co będzie. Mówisz to zawsze z takim przekonaniem, że nawet jeśli ma nie być tak, jak mówisz, to ja w to wierzę, wiesz Patka? Mimo to, że wtedy tak cię zostawiłem, to ty nadal jesteś kochana. Jesteś moją czerwonowłosą Patką, której nie oddam nikomu, nawet jeśli mógłbym mieć cały świat dla siebie. Ty jesteś moim całym światem i nic, ani nikt tego nie zmieni.
-Kocham cię Michaś.
-Ja ciebie też kocham Patka.-szepnął.-Wiesz, lepiej było by ci bez tego ubrania.
-Misiek, ale przecież...
-Ci... Zamknąłem drzwi. Chłopacy wrócą za godzinę z sali konferencyjnej, Andrea puszcza im taktykę, a ja zaoferowałem się, że zajrzę do ciebie.
-Oj Misiek, Misiek.
-I tak mnie kochasz.-zaśmiał się i pozbył się ze mnie koszulki, którą parę minut wcześniej założyłam.
Przymknęłam oczy ciesząc się chwilą. Misiek jest mój. I będzie. Nic nas nie rozłączy, bo połączyła nas miłość.


***

Na obiad poszliśmy osobno. W sumie to ja byłam pierwsza i musiałam tłumaczyć chłopakom, dlaczego nie było mnie rano na śniadaniu i treningu. Misiek przyszedł parę minut po mnie z mokrymi włosami i ubrany w koszulkę i spodnie jeansowe, czym wyróżniał się spośród chłopaków, którzy byli odziani w reprezentacyjne stroje.
-A ty co się tak odstrzeliłeś?-zapytał Zbyszek.
-Porywam Patkę, aby pokazać jej Spałę.-oznajmił.-Muszę wyglądać jak cywilizowany człowiek, prawda?
-Ale ty nie jesteś cywilizowanym człowiekiem.-stwierdził Kadziewicz, za co oberwał w głowę od Winiarskiego.-Oh no żartowałem!
-No ja myślę.-wyszczerzył się.-Smacznego wszystkim.
Każdy zaczął jeść swoją porcję, a ja z uśmiechem obserwowałam Michała. Nie pomyślałabym, że teraz tak będzie. Za każdym razem, gdy go widzę wiem, że to nie sen. I to daję mi siłę, by walczyć o to, bym miała go na co dzień.
-Patka powiedz mi, jak możesz być z żonatym facetem?-zapytał Zbyszek.
-Zbyszek powiedz mi, jak możesz być tak dziwnym facetem?-zapytałam wstając od stołu.-Najpierw gadasz miłe słówka, później latasz za Joanną, a teraz czepiasz się mnie nie wiadomo o co.... Poczekam w pokoju Misiek.
Ucałowałam Winiarskiego w policzek i opuściłam stołówkę. Bartman ostatnio zaczął mi działać na nerwy, naprawdę. Nie rozumiałam już kompletnie jego zachowania, choć bardzo chciałam. Westchnęłam kręcąc głową. Gdzie jest Zbyszek, którego poznałam?


***

Niebieskooki Ideał

Patka opuściła stołówkę. Wpatrywałem się z Zbyszka zastanawiając się, co mam powiedzieć. Wziąłem głęboki oddech.
-Zbyszek, mogę wiedzieć o co ci chodzi?-zapytałem.
-Jaką ona ma pewność, że weźmiesz ten rozwód? Że Dagmara cię nie wykiwała? Przecież ona może nie wrócić z tych Włoszech, a ty będziesz miał żonę i kochankę?  Michał ona na pewno nie chce takiego życia.
-Może zajmiesz się swoim życiem, nie wtrącając w moje i Patki?-zapytałem.-Wezmę ten rozwód. Daga mnie nie wykiwa, nie jest taka. Wróci z Włoszech, bo chce spędzić resztę życia ze swoim Giovannim, więc nie będę miał żony i kochanki. Nie musi nie chcieć takiego życia, bo go nie będzie miała.  Wiem co robię, nie musisz się martwić za mnie i Patkę. Mam wszystko pod kontrolą! Więc z łaski swojej zajmij się swoją Joanną, a ode mnie i Patki trzymaj się z daleka, jasne?!?
Nie czekając na potwierdzenie odszedłem od stołu. Nie poznawałem Zbyszka. Był inny, niż wcześniej, a to mi się naprawdę nie podobało. Od kiedy pojawiła się Joanna on się zmienił. Spędzał z nią dużo czasu. I zaczął się wszystkiego czepiać.
Nie pukając do drzwi od pokoju mojej czerwonowłosej wszedłem do środka. Leżała na łóżku, więc położyłem się obok mnie, a ta mnie przytuliła. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Cieszyłem się, że ją mam. Jest dla mnie naprawdę wszystkim. Nigdy bym nie pomyślał, że zakocham się po raz kolejny. I że moja druga połówka będzie taka, jak moja Patka.
Uwielbiam ją za jej uśmiech. Za to, jaka jest. Nie chcę, żeby kiedykolwiek się zmieniała. Nawet jeśli na lepsze, o chce, aby była taka, jak teraz. Nie chce lepszej Patki, ani gorszej. Chcę moją Patkę! Moją i nikogo więcej!


***

Bośniackie Słoneczko

Wyjeżdżam. Opuszczam mój Poznań. Moje miasto. Miejsce, gdzie poznałem wiele osób, ale przede wszystkim ją. Dziewczynę, która cholernie zawróciła mi w głowie.
Zaczynam moje życie od nowa, z czystą kartą. Białą, nieskazitelnie biała kartką.  Kartką, którą pora zapisać. Nowym klubem, nowymi kibicami, nowymi kolegami z boiska i... nową miłością. Znaleźć tutaj drugą Patkę.... Problem w tym, że drugiej takiej jak ona po prostu nie ma. Nikt nie będzie ją.
Są ludzie, których nie da się zastąpić i jedną z takich osób jest właśnie Patka.
Chwyciłem torbę i ruszyłem w stronę stadionu, na który nie mam daleko. Zaczynam nowe życie w Nowosybirsku. Nawet jeśli tu nie będzie lepiej, niż w Poznaniu, to muszę dać radę.
Muszę zapomnieć o niej...

Rozdział 11.

Z dedykacją dla mego "Diamencika"!
Którego tylko na tak nazywam!
I powinna ona wiedzieć,
że dedykacje właśnie dla NIEJ!

A Bośniackie Słoneczko specjalnie dla Rox!

Obudziłam się wtulona w Michała. Leżał obok mnie z uśmiechem na twarzy, a ja byłam szczęśliwa. Wreszcie wszystko będzie dobrze. Żadnej gry, żadnego uciekania przed sobą. Wszystko będzie tak, jak powinno. Ja, on i nasza miłość.
-Cześć Ślicznotko.-usłyszałam jego cichy głos.-Jak się spało?
-Cudownie.-uśmiechnęłam się.-Takie poranki mogłabym mieć zawsze.
-Wszystko da się zrobić.-stwierdził i ucałował mnie w nos.-Cieszę się, że mam ciebie.
Ucałowałam go i przymknęłam oczy. Cieszyłam się chwilą, wiedząc, że lada moment Michał będzie musiał wrócić do swojego pokoju. Bałam się spotkania z jego żoną. Synek na pewno jest uroczy.
-Kto do ciebie przyjeżdża?
-Żona, z którą się rozwodzę.-jęknął dokładnie zaznaczając słowo 'rozwodzę'.-I synek. Będziesz obok? Nie chcę znów na nią patrzeć, bo pisała mi, że przyjeżdża z tym swoim Włochem i musi ze mną porozmawiać.
-Jeśli chcesz.-uśmiechnęłam się.-Chyba pora wstawać, za pół godziny śniadanie.
-Wracasz do naszego stolika?-zapytał wstając.
-Może jednak ty dołączysz do mojej samotni w rogu?-zaproponowałam.-Joanna mnie wkurza i nie chcę mieć z nią nic wspólnego.
-Czyli do zobaczenia wkrótce.-skradł mi ostatniego całusa.
Uśmiechnięta odprowadziłam wzrokiem Michała. Jestem naprawdę szczęśliwa. I niech tak będzie zawsze. Żadnych gier, żadnego grania sobie na uczuciach. Tylko szczerość, miłość i zaufanie. I mój Niebieskooki Ideał.


***

Schodząc po schodach słyszałam wesołe rozmowy i krzyki ze stołówki, co wskazywało, że rodziny siatkarzy już są. Przekroczyłam próg stołówki i ujrzałam Michała, który siedział przy stole, a na przeciwko jego żona. Mały Winiarski siedział mu na kolanach. Za kobietą stał jej kochanek, a obok niej leżała walizka. Niewiele z tego rozumiałam i nawet chciałam znaleźć sobie inne miejsce, aby im nie przeszkadzać, ale Misiek przywołał mnie do swojego stolika. Uśmiechnęłam się i ruszyła w ich kierunku naprawdę niepewnie.
-Patka to Daga, Daga to Patka.-najpierw przedstawił mi swoją żonę.-Oli to Patka.
-Giovanni.-mruknął Włoch. Kiwnęłam tylko głową i zajęłam swoje miejsce.
-O czym mieliśmy rozmawiać?-zapytał Dagmarę.
-Lecę z Vannim do Włoch, wrócę po Igrzyskach w Londynie, na nasz rozwód. Nie mogę wziąć ze sobą Oliwiera. Moi rodzice nie mogą się nim zająć, bo pracują. Musi zostać u ciebie na zgrupowaniu. Przywiozłam jego rzeczy.-oznajmiła.-Za 5 godzin mamy samolot, więc za góra pół godziny muszę wyjeżdżać.
-Oli idź na chwilkę do Bartka, dobrze?-zwrócił się do synka, a ten grzecznie pokiwał głową i pobiegł do Kurka, a sam zwrócił się do Dagmary.-Zostawiasz mi Oliego na zgrupowaniu i mówisz mi o tym dopiero teraz, gdy zaraz wylatujesz?
-Nie zaraz, tylko za 5 godzin.-mruknęła oglądając swe paznokcie.
-Czy ty oszalałaś? Przecież Andrea się na to nie zgodzi.-powiedział, a ja widziałam, że jest wściekły. Nie o to, że Oliwier miał u niego zostać, ale o to, że dowiaduje się o tym dopiero teraz.-To nie klub i nie Nawrocki, który nie miał nic przeciwko. To reprezentacja. Tu są inne zasady. Dagmara do jasnej cholery dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że wylatujesz, a Olim nie ma się kto zająć?
-Bo myślałam, że rodzice go wezmą. Wczoraj okazało się, że matka nie dostanie urlopu.-mruknęła.-Załatw to ze swoim trenerem, a ja muszę lecieć.
-Czy ty się dobrze czujesz? Mam od tak podejść i powiedzieć : na treningach będzie się błąkał mój syn, bo moja żona sobie wylatuje?
-Czerwonowłosa może się nim zająć.-kiwnęła głową w moją stronę.
-Ona tu pracuje. Dlaczego nie napisałaś mi wczoraj? Zadzwonił bym po moich rodziców i by go od ciebie zabrali.
-Nie przesadzaj, dobrze? Porozmawiaj ze swoim trenerem i jedziemy, bo naprawdę nam się śpieszy.
Pokręcił głową i wstał od stolika. Zabrałam się za picie kawy. Czułam na sobie wzrok kobiety, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Dziwnie się czułam słuchając rodzinnej kłótni.
Michał wrócił po paru minutach. Usiadł i przez chwilę się nie odzywał.
-Zostanie u mnie parę dni, później weźmie go moja mama.-odparł.-Możesz już jechać.
-Do zobaczenia Michał.-oznajmiła i wstała.-Cześć Patka
Pokiwałam tylko głową. Pożegnała się z Oliwierem, który po chwili wrócił do Michała i znów znalazł się na jego kolanach. Objął go za szyję i wtulił się w Niebieskookiego Ideała. Uśmiechnęłam się widząc ten obrazek. Z dwoma Winiarskimi w Spale może być naprawdę ciekawie.


***

Na treningu Oli usiadł obok mnie. Na pierwszy rzut oka widać, że jest synem Michała. Jest do niego bardzo podobny, a dodatkowo ma tak samo cudowne oczy, jak jego tata.
-Patka ale nie będzie ci przeszkadzało, że musisz mnie pilnować?-zapytał.
-Coś ty. Fajnie mieć towarzystwo, bo praktycznie na treningach zawsze się sama nudzę.-oznajmiłam.
-Uff... bo mamie często przeszkadzało, jak tata miał trening, a ja chciałem iść i musiała ze mną iść i mnie pilnować.-jęknął.-A ja lubię taty treningi. I mecze! Kiedyś będę grał jak mój tata, zobaczysz!
-W takim razie jestem twoją pierwszą fanką.-uśmiechnęłam się.-Jak zostaniesz siatkarzem, to z dumą będę mówiła, że jestem twoją pierwszą i największą fanką.
-Pierwszym moim fanem jest tata.
-Ale fanką jestem ja.-poczochrałam go po włosach.
-Niech ci będzie.-odparł i wziął piłkę, która leżała obok nas.-Poodbijamy?
-A umiesz?
-Ja tak, ty nie.-zaśmiał się.-Chodź.
-Ale gdzieś na boku i żeby nam piłka nie uciekła.-oznajmiłam.
Odbijałam z małym Winiarskim śmiejąc się przy tym niesamowicie. Małemu całkiem nieźle szło.  Mi w sumie też, chociaż ostatni raz grałam chyba w liceum. Na studiach obijałam się grając w tenisa stołowego. W końcu lekarzowi nie potrzebna jest gra w gry zespołowe, typu siatkówka, czy piłka nożna. Mam leczyć ludzi i to robię.
A to, że dzięki po raz kolejny mogłam spotkać Michała? Mogłam poznać go lepiej, spędzić z nim więcej czasu i stwierdzić, że jest miłością życia? To tylko bonus od życia, które dziś jest dla mnie nadzwyczajnie miłe. Tylko pytanie, kiedy po raz kolejny da mi w kość?


***

Po południu Michał chciał spędzić trochę czasu z synem, a ja w pełni to rozumiałam.  Sama w tym czasie zadzwoniłam do Drygasa mówiąc, że wszystko już jest dobrze i wyjaśniłam sobie z Michałem wszelkie niejasności. Ucieszył się. Mówił, że już za mną tęsknią i chcieliby mnie mieć u siebie, w Poznaniu. 
Tylko moje miejsce jest teraz przy Michale. Wszystko traci sens, kiedy mojego Niebieskookiego Ideała.
Naprawdę chcę, żeby tak było zawsze. Takie moje szczęście. Chcę mieć go zawsze obok. Wyciągnęłam komórkę i włączyłam jedną z piosenek. Naszła mnie ochota na śpiewanie.

Tylko z tobą chciałam tak po prostu

Dogonić marzenia.

Gdy dobre karty los odkrywa,

Nie przegap tego!



Tylko z tobą chciałam tak po prostu dogonić marzenia

Nie przegap tego!



Chcę spełniać marzenia mając obok Michała. I nie ważne, co się będzie działo, naprawdę chcę mieć go każdego dnia i każdej nocy.


***

Bośniackie Słoneczko


Siedziałem przeglądając oferty klubów, które chcą mieć w swoim zespole. Ciężko będzie mi opuścić Poznań, jednak nic mnie tu nie trzyma. Patka, której wreszcie wyznałem, że mi się podoba i ją kocham woli siatkarza. Chciałem na nią czekać, ale wiem, że nie mam u niej szans. Ona kocha jego i nigdy nie będę dla niej choć w małej części tak ważny, jak ON, wielki Michał Winiarski.
Czytając kolejne słowa wstępnych kontraktów coraz bardziej przekonywałem się, że ja wcale nie chcę opuścić Poznania. Pokochałem to miasto, stadion, kibiców. Lubię niebiesko białe barwy. I naprawdę będzie mi ciężko zostawić to wszystko raz na zawsze. Wyjechać do Rosji, albo Niemczech.
Nowosybirsk? Ciekawa propozycja, ale... ale nigdzie nie będzie mi tak, jak w Poznaniu. Spędziłem tu swoje lata, a teraz, kiedy rozum każę mi podjąć decyzję chociażby o wypożyczeniu, to serce nie pozwala.
Jeśli wyjadę, to zostanie ono tutaj. W moim mieście, z tymi cudownymi kibicami. Zostanie tu czekając na cud, że może Patka zostawi Michała i będzie ze mną. Tylko cudów nie ma, więc muszę żyć rzeczywistością. Ona nie będzie ze mną. I muszę to przeżyć. Serce musi wyjechać ze mną.. do Nowosybirska? Na chwilę obecną właśnie taki jest mój wybór.
Wybrałem numer menadżera i oznajmiłem, aby zaczął rozmowy z klubem z Rosji. Czas zacząć nowy rozdział w życiu.
Nowe miasto, nowy klub, nowi ludzie, nowa miłość? Zostawić mój Poznań? Sam już nie wiem, czy dobrze robię, chcąc wyjechać do Nowosybirska...


***

Kochany Sąsiad

Bez Patki jest strasznie nudno. Z nią można było poimprezować, bo był jakiś powód wyjścia do klubu. A teraz, gdy znów jej nie ma wszystko jest takie szare i monotonne. A nie ma jej przecież od wczoraj.
Czerwonowłosa jest dla mnie naprawdę kimś ważnym. Uwielbiam ją za to, jaka jest. Bo jest naprawdę kochana! Zawsze się uśmiecha, nawet jeśli ma miliony zmartwień i nie umie sobie z czymś poradzić. Strasznie żałuję, że nie ma jej w Poznaniu. Siedzi w jakiejś zapchlonej Spale z piłkarzami, zamiast z nami być w naszym kochanym mieście doznań! Bo każdy wie, że Poznań to miasto doznań. Tu tyle się dzieje, że nie można się nudno. Wielkie miasta żyją każdego dnia, nigdy nie mają chwili wytchnienia.
Jedni biegną na tramwaj, inni na przejście dla pasów, żeby zdążyć przejść na zielonym świetle. Turyści licznie gromadzą się na Starym Rynku o 12, żeby zobaczyć słynne koziołki. Wszystko ma swój cel. Wszędzie coś się dzieje. Dlatego Poznań idzie tylko pokochać, a jak się już go pokocha, to najchętniej spędziło by się w nim całe swoje życie.
Stolica Wielkopolski to strasznie urokliwe miejsce, jednak bez Patki to już nie to samo...
Chciałbym, aby jeszcze przyjechała. Znów znalazła się w kotle i głośno nam kibicowała. Bo ona przynosi nam szczęście. Jest naszym małym talizmanem, który zawsze sprawia, że Kotor wszystko obroni, my strzelimy parę goli.
Poznań to nasze miasto! I nikt go nam nie zabierze... Tylko czemu tak bardzo brakuje mi Czerwonowłose
j?

Rozdział 10.




Z dedykacją dla mojej kochanej PATKI!
Gdyby nie ona, to końcówka wyglądała by zupełnie inaczej.








Gdy ujrzałam tabliczkę z napisem Spała tylko się uśmiechnęłam. Cieszę się, że znów zobaczę te same twarze. Parę dni, a ja tak się za nimi stęskniłam. Jednak nie żałuję wyjazdu do Poznania. Przemyślałam sobie tam naprawdę wiele. Poukładałam sprawy i teraz wracam, by wszystko mu powiedzieć. Chociaż chyba najpierw wolałabym, aby on powiedział mi, jak wygląda sytuacja z jego strony. Tylko nie chciałabym usłyszeć po raz kolejny, że zapomniał, co to miłość. Chciałabym takiej prawdziwej, szczerej rozmowy.
Z zamyślenia wyrwał mnie Bartek, który zaczął śpiewać piosenkę, lecącą w radiu. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie jej tekst i miejsce, w którym się znajdujemy. Przyjmujący dochodzi do refrenu, a ja mam ochotę się roześmiać.
-Będę brał cię!.. W aucie!... Cię... Ehe!
-Bartek!-zawołałam ze śmiechem.
-Sorry.-zaśmiał się również chyba myśląc o tym, że ta piosenka nie nadaję się do śpiewania w momencie, gdy jedzie się jakąś dziewczyną.-Po prostu lubię tą piosenkę.
Dojeżdżamy do ośrodka. Bartek parkuje na parkingu, a po chwili oboje opuszczamy samochód. Kurek wyciąga moją torbę z bagażnika. Mruczy, że zaniesie mi ją do pokoju, gdy chcę ją od niego zabrać. Kiwam głową, nie chcąc się kłócić, bo i tak wiem, że nie przegadam mu.
Odprowadził mnie do pokoju informując, że za 10 minut jest kolacja. Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do środka. Pokój wygląda tak, jak przed moim wyjazdem. Uśmiechnęłam się. Naprawdę dobrze jest tu wrócić.


***

Po 10 minutach zeszłam do stołówki. Siatkarze zajmowali już swoje miejsca. Dosiadłam się do stolika sztabu, chcąc dowiedzieć się, czy nikt z mojej wspaniałej siódemki nie skarżył się na jakieś dolegliwości. Na szczęście wszyscy są cali i zdrowi.
-Jak twój tata?-zapytał trener.
-Dobrze.-odparłam.-Ucieszył się, że go odwiedziłam. Dziękuje, że pozwolił mi pan opuścić zgrupowanie.
-Rodzina jest najważniejsza.-uśmiechnął się.-A jak jesteśmy przy rodzinach, to jutro jest tylko poranny trening i wieczorny. Przyjeżdżają rodziny chłopaków.
-Czyli będzie jeszcze bardziej głośno, niż teraz.-stwierdziłam.-Do wszystkich przyjeżdżają?
-Z tego co nam wiadomo, to tak.-oznajmił pan Sokal.-Będziesz na treningu, czy jesteś zbyt zmęczona?
-Będę. Jak wróciłam, to nie będę się obijała.-odparłam wstając od stołu.-Trening jest za pół godziny?
-Tak.
-W takim razie do zobaczenia.
Opuściłam pomieszczenie. Postanowiłam się przewietrzyć, więc wyszłam przed ośrodek i usiadłam na ławce, gdzie długo nie byłam sama. Obok usiadł Łukasz.
-Przemyślałaś wszystko?
-A gdzie: Cześć Patka, jak się cieszę, że cię widzę?-zapytałam ze śmiechem.
-Cześć Patka, jak się cieszę, że cię widzę. -powtórzył po mnie.-Przemyślałaś wszystko?
-Tak. Wiem, co czuję i co chcę mu powiedzieć. Tylko nie wiem, co on na to powie. W ogóle chciałabym, aby to najpierw on powiedział mi, co do mnie czuje.
-Wydaję mi się, że mu na tobie zależy. Nie szło mu wiele, wyglądał na zamyślonego. On myślał o tobie i wydaje mi się, że wie, że popełnił parę błędów. Z Aśką od twojego wyjazdu nie rozmawiał prawie wcale, nie licząc grzecznościowych zwrotów. Unikał jej. Porozmawiasz z nim?
-Jeśli będzie chciał, to porozmawiam. Jutro zapewne przyjedzie jego żona z synkiem, prawda?
-Pewnie tak. Ale oni się rozwodzą przecież, znalazła sobie jakiegoś Włocha. Michał już nic do niej nie czuję, więc nie zawracaj sobie nią głowy.
-Mimo wszystko coś ich nadal łączy.... I boję się, że jutro jak ją zobaczy, to sobie przypomni jaki był z nią szczęśliwy, zacznie nas porównywać i na tle jej będę małą szarą myszką.
-Nie będziesz. Daga straciła w jego oczach, dlatego teraz stał się taki. On nie był typem, który rani kobiety. Winiar zawsze szanował kobiety, nigdy ich nie krzywdził. Ale Dagmara go skrzywdziła, znajdując sobie innego, a całą winę zwalała na to, że Michał gra w siatkówkę i nie ma dla niej czasu. Przy tobie Michał stanie się tym dawnym Michałem, tylko musicie sobie wszystko wyjaśnić.-uśmiechnął się i wstał.


***

W czasie treningu obserwowałam Michała, który ciągle na mnie zerkał. Udawał skupionego, jednak kiedy tylko była okazja patrzył na mnie swoim smutnym wzrokiem. Pragnęłam go przytulić i powiedzieć mu, że jestem obok i ma się uśmiechnąć, tak ładnie, jak tylko on potrafi.
Jednak nie mogłam tego zrobić. Patrzyłam tylko na niego z lekkim uśmiechem. Brakowało mi widoku jego niebieskich tęczówek, w których widziałam cały świat. Misiek Winiarski w parę dni stał się moim całym światem. I choć o tym nie wie, to chciałabym spędzić z nim resztę życia. W małym domku, z gromadką dzieci i psem w ogrodzie. Budzić się każdego ranka obok niego, czując, że mam kogoś, dla kogo jestem wszystkim.
Trening niestety dobiegł końca, więc nie mogłam dalej obserwować mojego Niebieskookiego Ideała. Skierowałam się do swojego gabinetu, jak zawsze. Włączyłam laptopa i sprawdziłam pocztę. Widok wiadomości od koleżanki ze studiów bardzo mnie zdziwił.

Cześć Czerwonowłosa!

Chodzą słuchy, że jesteś lekarzem kadry siatkarzy. Jak to możliwe, że ja nic o tym nie wiem? Ledwie sobie skończyłaś studia, a już taka praca. Ja muszę zasuwać na pół etatu w Łodzi, za marne pieniądze.
No tak, ty zawsze miałaś więcej szczęścia, jak rozumu. Nadal pamiętam twoje imprezy. Nie wiem, jak ty zawsze dawałaś radę zdawać na dobre oceny. Może masz siostrę bliźniaczkę, o której nie wiem? W sumie to by pasowało. Oczywiście żartuje.
Jak siatkarze? Są ładni? Zaprzyjaźniłaś się z nimi? Załatwisz mi ich autografy? Najlepiej to Winiarskiego, wiesz, że go uwielbiam! No i może jeszcze jego numer telefonu! Proszę, proszę, proszę!
Czekam na szybką odpowiedź.

Malwina

Wybuchłam śmiechem. Moja Malwina się odezwała po tym, jak po zakończeniu studiów gdzieś zniknęła, zamiast opijać ze mną koniec pięcioletniej nauki. Pokręciłam głową, jednak postanowiłam odpisać.

Cześć Malwinko!

Jestem lekarzem kadry siatkarzy. Nie wiesz, bo nikomu nie mówiłam. Nie mam siostry bliźniaczki. Siatkarze są spoko. Nawet ładni. Zaprzyjaźniłam się z Kadziem. Nie wiem, co z autografami. Nie mam numeru Michała i nie będę od niego go brała.

Pozdrawiam, Patka

Gdy wyłączałam laptopa do środka wszedł Zbyszek. Nie miał zbyt ciekawej miny. Usiadł na krześle.
-Co jest?
-Nic. Pogadasz z Aśką?
-Nie.-odparłam.
-Ale ona przecież nic nie zrobiła.
-Po prostu nie chcę jej poznawać. Wystarczy mi, że będę musiała ją codziennie widzieć.-odparłam.-Wychodzę, mam cię tu zamknąć?
-Nie, już idę.
Razem skierowaliśmy się do ośrodka w ciszy. On poszedł do swojego pokoju, a do swojego. Usiadłam na łóżku zastanawiając się, czy mam oczekiwać dzisiaj nocnych odwiedzin Michała.


***

Ze snu wyrwało mnie pukanie do drzwi. Przetarłam zaspane oczy i zaświeciłam lampkę przy łóżku. Stopy wsunęłam w papcie i ruszyłam otworzyć drzwi. Wróciłam na łóżko i usiadłam na nim, a po chwili obok znalazła się osoba, która mnie obudziła.
-Możemy porozmawiać?
-Chcesz, to mów. Chętnie cię posłucham.
-Nie chcę, żebyś myślała, że mi na tobie nie zależy.-szepnął siadając bliżej mnie. Przytulił mnie do siebie.-Nie spotkałem nigdy kogoś takiego jak ty. Jesteś moją uroczą Patką, która zawsze jest moją uroczą Patką. Nie zależnie od tego, czy jesteś smutna, czy wesoła. Możesz się złościć, albo być szczęśliwa, a ja zawsze będę uważał cię za kogoś, na kim cholernie mi zależy, wiesz?
Przerwał na moment, całując mnie w szyję. Uśmiechnęłam się lekko i go przytuliłam. Brakowało mi jego obecności. Cholernie brakowało mi Michała Winiarskiego i chciałabym, by ta chwila trwała wiecznie.
-Nie postępowałem fair wobec ciebie. Zwodziłem cię. Raz robiłem jedno, a chwilę później coś zupełnie innego. Pogubiłem się, a przez te parę dni, gdy Cię nie było uświadomiłem sobie, że to wszystko to moja wina. Ty tylko chciałaś, bym cię zauważył, żebym się w tobie zakochał. Po prostu chciałaś, żebym był. A ja zachowywałem się jak idiota, wiesz?
Znów przerwał. Najwidoczniej pracował nad tym, by zrobić mi malinkę, a mi wcale to nie przeszkadzało. Wdychałam zapach jego perfum, chcąc, by zawsze mówił tak szczerze.
-Teraz cię oznaczyłem, więc będziesz tylko moja... Taki znak, że jesteś dla mnie ważna. Cholernie mi na tobie zależy Zielonooka Ślicznotko. Chcę, abyś wiedziała, że chcę spędzić z tobą każdą chwilę. Chcę, abyś po prostu była. To nie tak wiele. Pokaż mi, że miłość jednak istnieje. Bo patrząc na ciebie wiem, że ona istnieje. Kocham cię Patka.
Odsunęłam się od niego i pocałowałam. Tak po prostu. Chcę, by wiedział, że mi też na nim zależy.
-Kocham cię.-szepnęłam cicho wtulając się ponownie w jego szyję.-Miałam ci tak wiele powiedzieć, ale te dwa słowa zdecydowanie wystarczą mój Niebieskooki Ideale. Kocham cię i chcę, by ta chwila trwała wiecznie.
Znów całował mnie po szyi, a ja przymknęłam oczy. Teraz wszystko powinno być łatwiejsze. Mam Michała, który mnie kocha. Czy powinnam chcieć czegoś więcej?

Rozdział 9.


Z lekkim uśmiechem czekałam przed drzwiami rodzinnego mieszkania, aż ktoś mi otworzy. Nie minęło parę minut, a ujrzałam mamę. Wtuliłam się w nią  mocno.
-Dlaczego nie weszłaś? Przecież to nadal twoje mieszkanie.-oznajmiła.
-Po prostu chciałam zobaczyć twoją minę.-stwierdziłam.-Mogę zaprosić Matiego na obiad? Upiera się, że nie...
-Idź po niego.-przerwała mi w połowie zdania.-To taki kochany chłopiec.
Zaśmiałam się i wróciłam do mieszkania Możdżenia. Chwyciłam go za rękę i zaczęłam ciągnąc do moich rodziców. Kręcił głową, mówiąc, że nie powinien.
-Daj spokój Mati, mama sama kazała.-pokazałam mu język.
-Ale zanim znów przyjedziesz do Poznania minie trochę czasu, więc...
-Proszę cię już, daj spokój tylko chodź.-westchnęłam.
Mati po paru minutach dał się namówić. Po chwili zajadaliśmy pyszny obiad mojej mamy rozmawiając o tym, co u mnie. Tata wypytywał też Możdżenia jak w klubie. Często z ojcem chodziłam na mecze. Mateusz grzecznie odpowiadał na każde pytanie.
-Jutro wracasz do Spały?
-Tak, urwałam się tylko na dwa i pół dnia. Lepsze to, niż nic.
-A siatkarze są mili? Wiesz różne rzeczy się słyszy. Choćby Kadziewicz, typ niepokorny, wszystko po swojemu, wszystko ma być jak on chce.-zapytał mój tata.
-Są bardzo mili. A Łukasz jest bardzo miłym człowiekiem. Nie sprawia żadnych problemów, dostosował się do wszystkiego. Wraca do reprezentacji po paru latach bez gry.-odpowiedziałam.-Jest jednym z paru siatkarzy, z którymi lepiej się dogaduje.
-A nie ma tam kogoś, kto wpadł ci w oko?
-Mamo!-zaśmiałam się nerwowo.-Pojechałam tam pracować, a nie szukać sobie przyszłego męża.
-Nie pogardziłabym, gdyby twoim mężem został siatkarz.
-A ja, gdyby piłkarz.-dodał swoje trzy grosze tata, a ja się zaśmiałam.
-Musimy już iść, umówiliśmy się z chłopakami w mieście, bo rano wyjeżdżam.-odparłam wstając.-Idziecie na rano?
-Niestety.-westchnęła matka i mnie przytuliła.-Uważaj na siebie kochanie.
-Nie bój żaby, mam tam 14 siatkarzy i sztab. Nic mi się nie stanie.-stwierdziłam.-Pa tatku.
Wtuliłam się w ojca. Może mam już swoje lata, może skończyłam studia, jednak rodzice zawsze pozostaną rodzicami, bez względu na wszystko. Nie ważne, ile będę miała lat, to i tak będę za nimi tęskniła.


***
Kolejna impreza z Lechitami. Stwierdzili, że skoro powitali mnie imprezą wczoraj, to dzisiaj imprezą mnie pożegnają. Nie miałam nic do gadania. Ubrałam się ładnie i zostałam wyciągnięta do tego samego klubu, co dnia poprzedniego. Piłkarze wirowali na parkiecie wśród przypadkowych dziewczyn.
Siedziałam przy stoliku trzymając w ręce drinka, którego od czasu do czasu sączyłam. Zrobiłam sobie krótką przerwę w tańcu.
-Jak zwykle ślicznie wyglądasz.-usłyszałam szept Semira. Gdybym nie widziała na własne oczy, że wypił tylko jednego drinka, to pomyślałabym, że jest pijany. Jednak on nie jest pod wpływem alkoholu.
-Myślisz, że w to uwierzę?-zapytałam ze śmiechem.
-Zawsze byłaś piękna, tylko ja tego nie dostrzegałem. Pamiętam, jak wszyscy z tobą kiedyś tańczyli, tylko ja nie chciałem, więc specjalnie przetańczyłaś cały wieczór z Jaśkiem, bo jest moim najlepszym przyjacielem.-oznajmił siadając obok mnie.-Dopiero wczoraj dotarło do mnie, że drugiej takiej jak ty nie ma.
-Semir masz gorączkę?-zapytałam dotykając jego czoła.-Nie masz. Więc czemu pleciesz takie głupoty?
-Nie plotę głupot Pati.. Dopiero teraz zobaczyłem, jaka jesteś piękna. Każda czerwonowłosa dziewczyna przypomina mi ciebie, a ja wreszcie wiem dlaczego.. Ja chyba cię kocham Patka.
Wpatrywałam się w niego zszokowana. Były to ostatnie słowa, jakich spodziewałam się od Bośniaka. Przecież on mnie nie zna. Nie wie, jaka jestem. Nic o mnie nie wie. On nie może mnie kochać, tylko mu się wydaję.
Pokręciłam głową, wypiłam swojego drinka i wstałam.
-Patka powiedz coś.
-Co mam powiedzieć? Że mnie zaskoczyłeś? Czy że nic do ciebie nie czuję?... Kocham kogoś Semir.-spuściłam głowę.-Miłość to głupia sprawa.
-Zatańczysz?
Zupełnie nie rozumiem pytania. Przed chwilą mówił, że mnie kocha, a ja mówię, że kocham innego, a on po prostu pyta, czy z nim zatańczę. Uznaje moje milczenie i porywa mnie na parkiet. Z głośników wydobywa się właśnie spokojna piosenka, więc jestem zmuszona zarzucić ręce na szyję Semira.
-To siatkarz, prawda?
-Kto?
-Ten, którego kochasz. Uciekłaś na parę dni, bo nie radziłaś sobie z miłością, prawda?
-Może.
-Czyli tak. Patka ja będę czekał. Mogę przedłużyć kontrakt z Poznaniem, jeśli będę wiedział, że mam za czym czekać.
-Czas nic nie zmieni Semir. Nie jesteś moim Niebieskookim Ideałem.
-Gdyby był ideałem, to byłabyś teraz tam z nim, a nie...
-Odbijamy.-usłyszałam obok. Uf... dzięki Kamil!
Wtuliłam się w Drygasa. Dlaczego kiedy miałam już porządek w głowie Semir musiał namieszać? Chcę do Spały! Naprawdę chcę na zgrupowanie!


***

Siedząc w pociągu do Łodzi miałam wiele myśli w głowie. Jedne dotyczyły Michała, inne Semira. Semir zbyt wiele namieszał. Rozmawiałam z nim później, jednak z naszej rozmowy wiele nie wynikło. Mówił, że będzie czekał, jeśli dam mu choć cień szansy, że będę z nim. Spokojnie tłumaczyłam mu, że mam kogoś, na kim mi zależy i z kim chciałabym spędzić resztę życia. Doczepił się do słów "chciałabym", sądząc, że nawet jeśli ja chcę być z moim Niebieskookim Ideałem, to mój Ideał nie koniecznie musi chcieć ze mną być. Na końcu rozmowy oznajmił, że zostanie w Poznaniu przynajmniej do zimy i poczeka na mnie.
Wiem jednak, że nie doczeka się mnie. Nie kocham Semira. Podobał mi się kiedyś, robiłam wszystko, aby spojrzał na mnie inaczej, niż na sąsiadkę młodszego kolegi z klubu. Nie robił tego, a ja zapomniałam, że kiedyś w głowie miałam tylko Bośniaka. Studia i imprezy zaprzątały mi głowę. Aż pewnego wieczoru pojawił się Michał. Na jeden dzień, gdy sprawił, że utkwił mi w głowie. Dwa miesiące minęły, zanim ujrzałam go po raz drugi. Właśnie od początku zgrupowania myślałam tylko o Michale.
Michale z którym niedługo się zobaczę. Z którym będę poważnie musiała porozmawiać. A co przyniesie ta rozmowa nie wiem. Na razie muszę wyrzucić z mojej głowy Semira... Czemu to nie jest łatwe?


***

Niebieskooki Ideał

Od rana wszyscy rozmawiali tylko o tym, że wieczorem wraca Patrycja. Jedyną osobą, która była tym niewzruszona była Aśka. Ciągle trzymała się Bartmana, jakby był jednym z cudów świata.
-Kurek widzę, że coś masz krzywą minę, co się dzieje?-zapytał trener Bartka. Tak, Bartek po jednym z bloków źle wylądował i mogę się założyć, że podkręcił sobie kostkę,
-Nic, nic.-mruknął, ale widząc wzrok trenera westchnął.-Źle wylądowałem. Ale jest okej.
-Zmykaj do szatni, weź swój samochód i jedź do Patkę, co?-uśmiechnął się do niego.
-Jakbym wiedział, o której będzie w Łodzi i gdzie, to mogę jechać.-wyszczerzył się.
-17:30 dworzec główny.-rzucił Kadziewicz.-Ale jak mi pisała, to mają paro minutowe opóźnienie.
-Masz jej numer?-zapytał Krzysiek. Łukasz pokiwał głową.-I nic nam nie powiedziałeś?
-Nie pytaliście.-wzruszył ramionami.
Andrea wysłał Bartka do szatni, a my dokończyliśmy trening. Zastanawiałem się, czy Patka będzie chciała ze mną rozmawiać. 
Bałem się tylko tego, że jutro, gdy przyjedzie Dagmara z moim synkiem, to wszystko popsuje się jeszcze bardziej. Po raz pierwszy nie cieszyłem się na dzień, gdy do Spały przyjadą nasze rodziny. Nie chciałem Dagi tutaj. Nie teraz. Chciałem wszystko wyjaśnić Zielonookiej ślicznotce.
A znając Dagę ona może wszystko zepsuć. Ma swojego Włocha, ale myśli, że może mi zepsuć życie do końca. Nie chcę, bym był szczęśliwy.  Dlatego zrobi wszystko, żeby Oli wyjechał z nią do Włoszech.
Równo o siedemnastej skończył się trening. Nie śpieszyłem się, spokojnie rozciągałem. Zapewne Bartek z Patką przyjedzie dopiero na kolację, więc nie jeszcze ponad dwie godziny mam na moje myśli.
Każde moje słowo musi mieć sens. Nie mogę powiedzieć nic, co mogło by sprawić, że stracę szansę na miłość.


***

Gdy wysiadłam z pociągu ujrzałam sporą grupę ludzi. Każdy z nich zapewne czekał na kogoś. Próbowałam wypatrzeć Bartka. Kadziewicz poinformował mnie, że to Kurek przyjedzie. Rozglądałam się uważnie, aż ktoś przede mną wyrósł.
-Cześć Patka.-uśmiechnął się i ucałował mnie w policzek.-Daj torbę.
-Cześć Bartek. Jak kostka?
-Już ci Kadziewicz doniósł?
-Sama zapytałam, dlaczego opuszczasz trening, by po mnie przyjechać to mi powiedział. Więc odpowiedz na moje pytanie.
-Dobrze jest. Jak tak bardzo chcesz, to pójdę do Sokala przed treningiem wieczornym.-odparł.-Jedziemy na kawę i ciacho? Niedaleko jest kawiarnia.
-Kurek jako osoba ze sztabu powinnam odmówić i cię wyzwać, ale jako, że nie jesteśmy w Spalę nawet się zgodzę.-stwierdziłam.-Ale może najpierw wrzucimy moją torbę do bagażnika twego samochodu?
Uśmiechnął się i ruszyliśmy do jego samochodu, a następnie do pobliskiej kawiarni. Opowiadał mi co się działo, gdy mnie nie było, a ja o Poznaniu. Nie mogliśmy jednak zostać w kawiarni długo, ponieważ Spała czekała.
Wpatrując się w krajobraz za szybą myślałam o tym, czy podjęłam słuszną decyzję.

Rozdział 8.


Po 4 godzinach wspólnego chodzenia po Starym Rynku większość się już rozeszła. Zostałam tylko ja i Mati. U niego miałam dziś spać.  Wieczorem weźmiemy moje rzeczy od Drygasa i przenoszę się do Możdżenia. 
-Patka a rodzice w ogóle wiedzą, że jesteś w Poznaniu?
-Nie, nie chcę ich martwic. Będą pytać dlaczego przyjechałam, a ja wolę, gdy nie wiedzą, że tu jestem. Odpoczywam od tego wszystkiego.
-Jestem ich sąsiadem, więc możliwe, że cię zobaczą. Albo ktoś nas zobaczy i zapyta twoich rodziców, czy długo będziesz.
-Och zaraz im napiszę, że jestem w Poznaniu u ciebie.-mruknęłam wyciągając telefon i wystukując :

Mamuś jestem dzisiaj i jutro w Poznaniu, a pojutrze wyjeżdżam. Nocuję u Matiego. Wpadnę rano na godzinkę. Całuje, Patka.

Pokazałam Możdżeniowi treść, jaką chciałam wysłać, a on od razu kazał mi zmienić, że wpadnę na obiad. Nie bardzo rozumiałam dlaczego, ale zaraz mi wyjaśnił, że idziemy o 21 do jednego z poznańskich klubów. Pokiwałam tylko ze zrozumieniem głową i poprawiłam treść esemesa.
-Tylko mamy mały problem.-mruknęłam.-Nie mam nic, co mogłabym założyć. Nie brałam pod uwagę żadnego wyjścia, poza łażeniem po mieście, więc jesteś zmuszony ze mną teraz kupić jakąś sukienkę, albo spódniczkę.. sama nie wiem co mam założyć. Doradzisz?
-Jasne, chodź. Chyba wiem, gdzie coś znajdziesz.-odparł kierując się w stronę jednego ze sklepów.
Chodziliśmy właśnie po Starym Browarze, który ma swoje niespodzianki, a taką niespodzianką dla obecnych tu dziewczyn jest właśnie Mati. Niektóre niepewnie zerkały w jego stronę. Uśmiechnął się tylko i objął mnie ramieniem.


***

O 21 w towarzystwie mojej ukochanej trójki piłkarzy przekroczyłam próg jednego z klubów. Przywitała nas całkiem spokojna piosenka. Drygas chwycił mnie za rękę i ciągnął w stronę kąta sali, gdzie znajdowało się już paru Lechitów. Ucałowałam każdego z nich i zajęłam miejsce obok Semira.
-Patka co chcesz do picia?-zapytał Mati.
-Może colę. Póki co nie mam na nic innego ochoty.-oznajmiłam.-Co u ciebie Semir? Zostałeś jednak w Poznaniu?
-Póki co, ale nie wiem, czy do końca okienka coś się nie zmieni.-wzruszył ramionami.-Obecnie jestem tutaj i zapominam o transferach. Pierwszy taniec rezerwuj dla mnie.
-Mati cię wyprzedził.-zaśmiałam się.-Ale drugi jest dla ciebie.
-Będę musiał to jakoś przeżyć, że młody znów jest ode mnie szybszy.
-Znów?
-Na testach był parę razy ode mnie szybszy.
-Już myślałam, że chodzi o coś innego.
-Pyśka, Pyśka..-pokręcił głową ze śmiechem.
-Semcio, Semcio, Semcio, Semcio...
-Och przymknij się.-mruknął buntowniczo, by po chwili również się śmiać.
-Szkoda, że nie mogę mieć was na co dzień. Przy was wszystko jest łatwiejsze.-oznajmiłam patrząc na resztę piłkarzy.-Czuję się tutaj bezpiecznie, wiem co robic. Do Łodzi też się po czasie przyzwyczaiłam, ale Spała? Spała jest dla mnie jak pole jakiejś gry planszowej.
-To po Igrzyskach Olimpijskich w Londynie postaraj się o pracę w Poznaniu. Będziesz miała Matiego, Drygasa, Kamyka i resztę.
-Ale ciebie nie, prawda?-zapytałam.-Masz jakąś dobrą ofertę, prawda?
-Niby przedłużyłem kontrakt, ale mogę w każdej chwili odejśc, jeśli zechce.-znów wzruszył ramionami.-Lubię Poznań, ale tutaj się już nie rozwinę. Stoję w miejscu. Potrzebuje zmiany, ale nie wiem, jak to w tej chwili wygląda. Mój menadżer rozmawia z dwoma, albo trzema klubami, ale jeszcze nic mi nie mówi.
-Jeśli znajdzie się klub, który za0feruje ci dobry kontrakt, Lechowi dobrze zapłaci, to już się więcej nie zobaczymy?
-To, że mogę zmienić klub nie oznacza, że zerwę kontakt z ludźmi, których poznałem tutaj.-uśmiechnął się.
-Twoja cola.-oznajmił Mateusz stawiając przede mną mój napój.-Zaraz porywam cię do tańca.
-To ja szykuję się do odbijania, bo widzę tu wielu chętnych do tańczenia z naszą Patką.
W ciągu dwóch godzin z każdym z piłkarzy zatańczyłam przynajmniej dwa razy. Zmęczona już po prostu przeprosiłam Kamyka i ruszyłam do stolika. Wypiłam swoją colę do końca i oparłam głowę na ramieniu Semira.
-Zmęczona?
-Daj spokój..-jęknęłam.
-Twój telefon przed chwilą dzwonił.
-Mhy.
Natychmiast wyciągnęłam go z kieszeni i ujrzałam napis : Masz 2 nieodebrane położenia od Kadziu.
-Idę się przewietrzyć.-zwróciłam się do Dyzia, który właśnie chciał mnie poprosić do tańca i opuściłam klub. Oparłam się o ścianę i wybrałam numer Kadziewicza.
-No cześc Patka.
-Hej, hej. Wybacz, że nie odbierałam, ale koledzy wyciągnęli mnie na imprezę i ciągle tańczyłam.
-Rozumiem. Lepiej w Poznaniu?
-Nie miałam ani chwili by myśleć o tym, co w Spale. Mati, Kamil i Marcin nie dadzą mi przez chwilę być samej. Nawet grałam z nimi na treningu w piłkę nożną.
-Michał chciał z tobą rozmawiać.
-Musimy o nim rozmawiać?
-Przecież nie uciekniesz przed nim wiecznie. Musisz przemyśleć, co zrobisz.
-Kadziu, Kadziu, Kadziu...To nie takie proste, ja się wydaję. Dużo zależy od niego. A ja nie umiem przewiedzieć co on zrobi, jak się zachowa. Michał Winiarski jest dla mnie wielką tajemnicą, której nie potrafię rozgryźć, dlatego prowadzę z nim jaką beznadziejną grę, która to wszystko jeszcze bardziej utrudnia.
-Przemyśl wszystko póki go nie widzisz i z nim nie rozmawiasz. Podejmiesz tak bardziej rozsądną decyzję, niż w momencie, kiedy będziesz miała go obok.
-Jutro, dobrze?
-Zadzwonię wieczorem i mi powiesz, co wymyśliłaś. Jasne?
-Oczywiście. A jak treningi? Nikomu nic nie jest?
-Treningi jak zawsze. Wszyscy są zdrowi i zdolni do gry. Nie martw się, jesteśmy rozważnymi ludźmi, nie robimy żadnych głupot.
-Mam nadzieję.
-Wiesz, nawiązując do Winiarskiego..
-Kadziu!
-Patka on nie jest zły. Zgubił się, bo żona, która była dla niego jedyna znalazła sobie innego, który jest od niej młodszy. Może daj mu szanse?
-Zastanowię się. Pozdrów wszystkich. Za dwa dni o tej porze będę już w Spale.
-Do zobaczenia.
Zakończyłam rozmowę i przymknęłam oczy. Chciałam myśleć o Winiarskim później, a nie teraz.
-Zmarzniesz.-usłyszałam szept Semira. Przygarnął mnie do siebie, a ja położyłam głowę na jego ramieniu.-Z kim rozmawiałaś?
-Z jednym z siatkarzy. Pytał, czy wszystko dobrze.
-Chodzą słuchy, że miałaś tam kogoś. On dzwonił?
-Nie, nie on.
-Czyli miałaś tam kogoś?
-Miałam i nie miałam. Wszystko jest tak skomplikowane, że nie wiem, co robić.
-Posłuchaj serca.
-Wiesz, że nigdy go nie słuchałam. To nie jest takie proste..
-Jest Patka. Tylko ty zawsze słuchasz rozumu. Aż dziwne, że tyle się słyszało o tym, że jednego dnia imprezowałaś, a drugiego pisałaś ważny egzamin.
-A ty skąd o tym wiesz Bośniaku?
-Głupie pytanie Polko. Mateusz mówił, a on wie od jakiegoś znajomego z Łodzi.
-Zabiję Adriana.-mruknęłam.-Wracamy? Mam ochotę potańczyć.
-Ale tylko ze mną.-pokazał mi język.
Chwilę później tańczyłam wtulona w Semira. Przymknęłam znów oczy. Wiedziałam już, co zrobię. Jednak teraz pora czekać do powrotu do Spały, aby porozmawiać z Niebieskookim Ideałem.


***

Niebieskooki Ideał

Na treningach kompletnie nic mi nie szło. Każdy atak, każde przyjęcie, każda obrona, każda zagrywka. Jedynie idealnie blokowałem. Patrzono na mnie ze współczuciem, ja jednak starałem się udawać, że nic nie wiedzę. Ciągle myślałem o czerwonowłosej.  
Ostatni gwizdek dzisiejszego dnia. Odetchnąłem i skierowałem się w stronę ławki. Upiłem parę łyków wody i otarłem twarz ręcznikiem.
-Winiar co się z tobą dzieje?-zapytał Krzysiek.-Od ranka nie jesteś sobą.
-Nie mam dnia, tyle.-mruknąłem.
-Przecież wiedzę, że coś się dzieje.
-Nic się nie dzieje. Po prostu męczy mnie sprawa z Dagą.
-Nie warto teraz o niej myśleć. Londek na nas czeka!
Uśmiechnąłem się tylko i zacząłem rozciągać. Jedyne, o czym obecnie marzę to położyć się w łóżku w oczekiwaniu na kolejny dzień, który przybliży mnie do ponownego ujrzenia Patrycji.
-Michał pogadamy?-zapytał Kadziewicz.
-O czym?
-Raczej o kim.-westchnął.
-Daj mi z nią spokój, chcę sam wszystko przemyśleć.
-Nie rań jej.
-A czy chcę ją zranic?
-Dotychczas robiłeś to prawie za każdym razem.-mruknął.-Przemyśl wszystko dokładnie, parę razy.
-Od kiedy to ty dajesz mi jakieś złote rady?
-Po prostu jej nie zrań.-oznajmił odszedł, a ja zostałem sam. Zabrałem swoje rzeczy i również opuściłem salę.
Biorąc prysznic przed oczami miałem Patkę. Uśmiechnąłem się lekko. Już wiem, co jej powiem, gdy wróci.

Rozdział 7.


[Niebiesooki Ideał]




Pierwszego dnia, gdy ujrzałem Patkę idącą w stronę Sokala wiedziałem, że zgrupowanie nie okaże się odskocznią od miłości. Chciałem zapomnieć co to miłość i jeszcze przed przyjazdem do Spały udawało mi się to idealnie. W wolnym czasie trochę imprezowałem, albo siedziałem przed telewizorem oglądając mecze. Robiłem wszystko zupełnie inaczej, niż gdy byłem z Dagmarą.
Właśnie moja żona, prawie była. Po Igrzyskach Olimpijskich ma się odbyć druga i mam nadzieję ostatnia sprawa rozwodowa. Na pierwszej trochę się z nią kłóciłem, o to z kim zamieszka Oliwier. Nie wyobrażałem sobie tego, że miałby zamieszkać z innym facetem, który zajął by moje miejsce.  Był też inny powód, dla którego nie chciałem, aby mały mieszkał z Dagą i jej kochankiem. Chłopak, którego wybrała sobie moja żona... boże, jak to okropnie brzmi, gdy muszę nazywać ją jeszcze moją żoną. W każdym bądź razie Giovanni jest Włochem, ma 22 lata i chce zabrać Dagmarę wraz z moim synem do Włoch, a na to na pewno nie pozwolę. Jeśli zabrali by Oliwiera do Włoszech, to rzadko bym go widywał. A ja zbyt mocno kocham mego syna, by widzieć go raz na pół roku.
Od czasu dostania pozwu rozwodowego uciekałem od miłości jak tylko się dało. Nie chciałem, by znów po paru latach bycia razem dowiedzieć się, że przez bycie siatkarzem nie mam dla kogoś czasu. Postanowiłem być teraz zimnym draniem, który będzie spędzał noc z dziewczyną, a później ją zostawi samą w hotelu.
Zrobiłem tak tylko raz, z Patką. Zbyt dużo myślałem później o niech, każdą z dziewczyn, którą podrywałem na kolejnych imprezach porównywałem do tej Patrycji. Może i wychodziłem z innymi z klubów, gdzie się bawiłem, ale wsadzałem je w taksówkę, kazałem odwieźć do domu, płacąc jeszcze taksówkarzowi za kurs.
Czerwonowłosa wyglądała pięknie. Zerkałem w jej stronę cały trening. Chciałem z nią porozmawiać, jednak nie wiedziałem, za co się zabrać i kiedy z nią porozmawiać. Nikt nie mógł wiedzieć, że to właśnie ona była dziewczyną, z którą tamtego dnia spędziłem noc, dlatego postanowiłem, że odwiedzę ją właśnie nocą, gdy wszyscy będą już spać. Nikt nas nie zauważy, a ja będę mógł z nią spokojnie porozmawiać.
Miałem nadzieję, że może jakoś uratuje naszą znajomość. Podobała mi się. Od dwóch miesięcy zawsze wieczorami myślałem tylko o niej. Czułem się tak strasznie przypominając sobie, co napisałem jej na tej kartce. Ten głupi tekst z piosenki. Tylko on przyszedł mi do głowy. Jakiś czas później zrozumiałem, że ona na pewno piosenkę zna. I musiała sobie dodać następny wers.
Nocami chodziłem do niej, chcąc porozmawiać. Trochę zwaliłem sprawę, zwłaszcza z tą Aśką. Ona spędzała dużo czasu ze Zbyszkiem, to ja chciałem zagrac w jej grę i zaprosiłem do stolika Joannę. Ona załapała moją grę. Nakryłem ją jak całowała się z Bartmanem. Wyrzuciła mnie po krótkiej rozmowie ze swojego gabinetu, wyznając mi, że mnie kocha. Sama nie wiedziała, że to powiedziała, a mi wciąż w głowie dźwięczały słowa:

"Tak bardzo cię kocham, ale tak bardzo cię nienawidzę"

Nienawidzi mnie z mojej winy. Ja zawalałem od początku naszej znajomości. Ona nie wiedziała co ma robic. A ja wszystko psułem.
Wstałem z łóżka i wyszedłem z pokoju. Cicho zapukałem w jej drzwi, ale nie otwierała. Nie było jej na kolacji, ani na wieczornym treningu. Trenerzy nic nie mówili, więc myślałem, że powiedziała, że się źle czuję, więc została w pokoju. Zapukałem po raz kolejny.
-Nie ma jej.-usłyszałem cichy szept Kadziewicza, który wychylił głowę ze swojego pokoju.-Pojechała do Poznania.
-Jak to?
-Płakała przez ciebie. Sam jej poleciłem, aby wyjechała na parę dni. Odpoczynek od ciebie dobrze jej zrobi. Ty też będziesz miał czas, aby pomyśleć. Może zrozumiesz, że nie możesz jej tak ranić. Ona może też cię rani Winiar, ale robi to w obronie własnej. Gubi się, bo coś do ciebie czuję. Pytanie, czy ty coś do niej czujesz?.. Dobranoc.
Wrócił do swego pokoju. Stałem jeszcze chwilę i wróciłem do siebie. Usiadłem na parapecie i patrzyłem w gwiazdy zastanawiając się, czy w moim sercu jest miejsce dla Zielonookiej Ślicznotki.


***

Siedziałem przy stole mieszając łyżką w misce z płatkami i mlekiem. Aśka rozmawiała sobie w najlepsze ze Zbyszkiem, Igła z Ziomkiem i Dzikiem. Tylko ja nic nie mówiłem. Chciałem, żeby ona tu była. Pragnąłem ją przeprosić za wszystko i zapytać, czy mam jeszcze jakieś szanse.
Dzisiejszej nocy dużo myślałem. Doszedłem do paru wniosków, jednak muszę poczekać, aż Patka wróci.
-Chłopcy mam wiadomość!-zawołał Sokal i od razu wszyscy się uciszyli.-Pani Patrycja z powodów rodzinnych wyjechała do Poznania wczoraj przed kolacją, ale wróci za dwa dni. Jeśli komuś coś będzie dolegało proszę się zgłaszać do mnie. Dziękuje za uwagę, smacznego.
-Zbyszek masz numer telefonu Patki?-zapytał Ignaczak.
-Nie. Chyba nikt nie ma. Widzieliśmy ją codziennie, więc numer nikomu nie był potrzebny.-westchnął Bartman.-Ciekawe, co się stało, że wyjechała bez poinformowania nas.
-Do kogo mogła pojechać?
-Do rodziców.-odezwał się Kadziewicz, który przechodził obok naszego stolika i usłyszał pytanie.-Jest z Poznania.
-Skąd wiesz?-zapytałem cicho.
-Rozmawiałem z nią Winiarski.-prychnął.-Wiesz, spokojnie. Szczerze i bez kłamstwa. Ty chyba nie wiesz, co to znaczy.
-Kadziu..
-Porozmawiamy jak zmądrzejesz. Chyba wiesz o co chodzi?
Nie dał mi odpowiedzieć. Wyszedł ze stołówki, a moi towarzysze patrzeli na mnie.  Zacząłem szybko jeść moje płatki i nim się obejrzeli mnie też nie było już na stołówce.
-Kadziu!-zawołałem, widząc, że środkowy wchodzi do swojego pokoju.-Masz jej numer telefonu, prawda?
-Nawet jeśli mam, to ci go nie dam. Przemyśl wszystko, co chcesz jej powiedzieć dokładnie, żebyś nie żałował żadnego słowa. I żeby oba znów przez ciebie nie płakała i nie cierpiała.
-Ale ona wróci z Poznania?
-Wróci.
Zamknął się w swoim pokoju. Oparłem się o ścianę. Wszystko spieprzyłem! Mogła nigdzie nie wyjeżdżać, gdybym nie bajerował Joanny. Może tulił bym ją teraz do siebie szepcząc, że to co było jest nie ważne, bo mamy siebie? Wszystko możliwe...


***

[Zielonooka Ślicznotka]


Dwie dziewczyny, które przyszły na trening piłkarzy siedziały pod lampą przy wejściu na boisko treningowe. Chciało mi się trochę z ich śmiać, bo nie wykorzystały momentu, gdy witałam się z piłkarzami, tylko czekały, aż trening się skończy.
-Patuś chodź zagrasz z nami!-zawołał Mati.
-Chyba cię głowa boli Możdżeń!-odkrzyknęłam.
-Patka no chodź!-kolejną osobą, która mnie wołała był Kamiński.
-Macie trening, przygotowujecie się do sezonu.-odparłam.-Z resztą znając moje szczęście sama bym sobie coś zrobiła, a to nie było by zbyt ciekawe, zwłaszcza, że mam pracę.
-Jeśli pani chce, to niech pani z nimi zagra.-odezwał się trener.
-O widzisz! Graj!-zawołali niemal to samy piłkarze.
-Pod warunkiem, że nic mi się nie stanie.-odparłam wstając z trawy.
Tak oto chwilę później biegałam za piłką grając w tak zwanego "Dziadka". Byli bardzo mili od samego początku być mi w środku.
-Mam cię!-zawołałam wreszcie zatrzymując noga piłkę kopniętą przez Semira.-W ogóle co to za pomysł, żebym ja musiała być w środku?
-Złość piękności szkodzi.-zaśmiał się Semir.-Gramy dalej, czy chcesz nadal zostać na tym miejscu, gdzie jesteś?
Zagraliśmy mini meczyk. Oni w korkach, ja w trampkach. Dobrze, że nie ucierpiałam, choć parę razy zdarzyło mi się poślizgnąć.


***

Cieszyłam się, że jestem w Poznaniu. Stadion jest moją oazą spokoju. Czuję się tu bezpieczna. Dodatkowo mam Matiego, Kamila i Marcina. Dzięki nim uśmiech nie znika z mej twarzy.
-Patka jedziemy na Stary Rynek?-zapytał Mati obejmując mnie ramieniem, jednak natychmiast się odsunęłam.
-Może najpierw weźcie prysznic.-stwierdziłam.-Albo najpierw zróbcie sobie zdjęcia z tymi czarnulkami, bo biedaczki czekają za wami od początku treningu.
-Będą miały jeszcze okazję.-wyszczerzył się Kotor.-Fajnie, że przyjechałaś Młoda.
-Spadaj Krzysiek.-zaśmiałam się.
-A mi pisałaś, że nie planujesz przyjazdu do Poznania.-mruknął Jasiek.
-Jasiu przyjazd tutaj był spontaniczny. Gdy ci odpisywałam nie miałam pojęcia, że parę godzin później znajdę się w pociągu do Poznania. Powinieneś się cieszyc, że jednak mnie widzisz.
-Bo się cieszę.-poczochrał mnie po włosach.
-Jasiek!-zawołałam oburzona.
-Złośc piękności szkodzi.-krzyknął Semir.
-Tobie już nic nie zaszkodzi.-stwierdziłam.-Zmiatajcie pod ten prysznic, a później kto chce jedzie ze mną, Matim i Drygasem na Stary Rynek.
Okazało się, że spora część piłkarzy postanowiła jechać ze mną. Oprócz Możdżenia i Drygasa pojechał Kamyk, Semir, Jasmin, Tonev, Rudnev, Sergiej, Ivan, Dima i Dyzio. Całą zgrają chodziliśmy wokół rynku śmiejąc się z każdej najmniejszej głupoty.





     

Mateusz, sąsiad moich rodziców. Chłopak, z którym niemal od razu się zaprzyjaźniłam. Jeden z 266 najlepszych piłkarzy na świecie.

Kamil, kolega Matiego.  Blondyn, na którego mogę liczyc zawsze, gdy potrzebuję pomocy. Zawsze znajdzie dla mnie czas.

Marcin, ostatni z mojej ukochanej trójki Lecha. Objawienie sezonu? To wcale go nie zmieniło. Nadal jest tym samym Kamykiem, jakiego poznałam.

Rozdział 6.



Zbyszek zabrał moje ręce ze swojej szyi i poszedł do Aśki. Chwycił ją za dłoń i razem z nią opuścił mój gabinet, tym samym zostawiając mnie i Michała samych. Wzrok utkwiłam w podłodze nie mając pojęcia, co zrobi Winiarski.
-Co to miało być?-zapytał przerywając ciszę, która naprawdę mi się podobała.
-Sam widziałeś.-mruknęłam.
-Patuś...-szepnął zbliżając swoją rękę do mego policzka, by po chwili go dotknąć.-Dlaczego ty wszystko utrudniasz?
-Ja wszystko utrudniam? Ja? To ty bawisz się ze mną. To ty sprawiasz, że jestem nikim. To przez ciebie nie śpię nocami. Przez ciebie czuję, że nie powinnam żyć. To ty nie umiesz się zdecydować, czy w twoim świecie jest miejsce dla mnie, czy też nie. To ty nie potrafisz odpowiedzieć, czy coś do mnie czujesz, czy jednak nie. To ty sprawiasz, że mam teraz wszystko cholernie gdzieś... że chcę wyjechać do mojego Poznania, zrezygnować z marzeń. Przez ciebie chcę zamknąć się w czterech i nigdy więcej nie wychodzić.. tylko nie mogę wyjechać do Poznania, jedynego miejsca, gdzie czuję się bezpiecznie.... A ty jeszcze śmiesz twierdzić, że ja wszystko utrudniam? Rano zostawiasz kartkę, że po treningu idziemy na spacer, a na śniadaniu w najlepsze rozmawiasz z inną, która zajmuje moje miejsce na stołówce. I  jasne, to ja wszystko utrudniam panie Idealny.
-Znów będziemy się kłócić?-zapytał.
-Jasne, najlepiej udawac, że przecież nic się nie dzieje.-warknęłam i wzięłam jego rękę z mego policzka.-Mógłbyś mnie zostawić?
-Patka...
-Znów będziesz mówił, że mam się cieszyć chwilą? Czy znów spędzisz ze mną miło czas, by wszystko spieprzyć? Winiarski mam cię dość, rozumiesz? Tak bardzo cię kocham, ale tak bardzo cię nienawidzę!
-Powiedziałaś to.
-Co?
-Że mnie kochasz.
-Jak słyszałeś panie Idealny, powiedziałam. Ale to dla ciebie nic nie znaczy. Ja dla ciebie nic nie znaczę, dlatego proszę cię: wyjdź.
-Na pewno chcesz, żebym wyszedł?
-Przecież dla ciebie nic nie znaczę, to po co miał byś zostać?-prychnęłam.
-Jak chcesz, wychodzę.-odwraca się.-Przyjdę jak zawsze, może wtedy dasz mi dojść do słowa.
Opuszcza mój gabinet, a ja siadam pod ścianą z płaczem. Wszystko mnie przerasta. Naprawdę chcę wyjechać do mojego Poznania, zamknąć się w moim pokoju, położyć się pod kołdrą i leżeć tak już zawsze.


***
Siedziałam tak dość długo. Nie poszłam na obiad. Zaczęła się zbliżać godzina treningu. Odpisywałam na wiadomość od bośniackiego bramkarza, kiedy do mego gabinetu wszedł Łukasz Kadziewicz.
-Andrea cię szukał.-oznajmił na wstępie.-Chciał pytać, czy nikt nie skarży się na jakieś dolegliwości, ale mu powiedziałem, że nie, bo mi mówiłaś.. Co się stało, że siedziałaś tu?
-Nic Łukasz, chciałam po prostu być trochę sama.
-Widzę, że płakałaś. -stwierdził.-Znów Winiarski?
-Nawet jeśli, to z mojej winy.
-A mówiłem mu, że ma cię nie krzywdzić.-westchnął.-Co robisz?
-Odpisuje znajomemu z Poznania.-odpowiedziałam.-Pytał, czy przyjeżdżam do Poznania, bo chciał mnie zaprosić na trening.
-W Poznaniu jest klub piłkarski, prawda?
-Lepiej nie mów, że nie znasz, bo właśnie piszę z ich drugim bramkarzem.
-Wiem, że jest. I mają dobrego napastnika, króla strzelców... Artioma Rudneva, prawda?
-Tak, tak Rudiego mają.-uśmiechnęłam się.-Jeden z piłkarzy jest sąsiadem moich rodziców, a moim sąsiadem przez wakacje, gdy jestem u rodziców.
-Piłkarska dziewczyna jest lekarzem siatkarzy?
-Widzisz, wszystko możliwe. Mało osób wie, że interesuje się piłką nożną.-odparłam.-Stadion przy Bułgarskiej w Poznaniu jest moim miejscem. Taka moja odskocznia od problemów. Żałuję, że nie mogę tam teraz być, może bym wszystko przemyślała i wiedziała, co mam dalej robić.
-Powiedz, że masz problemy rodzinne, albo coś. Jest początek zgrupowania, nic się nie dzieję, więc teraz cię jeszcze puszczą. Później może być problem.-oznajmił z uśmiechem.-Sokal cię lubi, więc jemu powiedz pierwszemu, to przekona Anastasiego i pojedziesz do swojego Poznania, odpoczniesz od Winiarskiego, od nas, od tego wszystkiego.
-Ucieknę od problemu..
-Każdy kiedyś od czegoś ucieka, a tobie taka ucieczka dobrze zrobi.-stwierdził.-Wyciągnij telefon, dam ci swój numer. Jak coś będzie się działo w Spale, to dam ci znać, bo coś czuję, że wieczorem już cię tu nie będzie.
Wpisał mi 9 liczb na moim telefonie, a następnie puścił sygnał. Teraz czeka mnie tylko rozmowa z panem Sokalem i może Poznań na dwa dni.


***

Łukasz miał rację, już wieczorem siedziałam w samochodzie, który zawiózł mnie do Łodzi. Tam wsiadłam do pociągu i zaczęłam moją podróż do Poznania. Nie chciałam, aby rodzice przychodzili po mnie na dworzec, więc wybrałam numer Kamila. Kiedyś mówił, że mogę na niego liczyć każdego dnia i każdej nocy, więc wykorzystam to teraz.
-Patka, co się dzieje, że dzwonisz do mnie o 22?
-Za dwie godziny będę w Poznaniu. Jadę pociągiem z Łodzi, nie mam gdzie się podziać. Przenocujesz mnie?
-Jeszcze się pytasz! Pewnie, że tak! O której dokładnie twój pociąg będzie w Poznaniu?
-23:46 planowo, ale jest jakieś opóźnienie.-odpowiedziałam.-Dzięki Kamil.
-Nie ma za co, mówiłem, że masz dzwonić, jeśli będzie się coś działo. A dlaczego nie będziesz u rodziców?
-Nie wiedzą, że przyjeżdżam do Poznania. Wyjazd wyszedł spontanicznie,  jest późna godzina, a rodzice chodzą na wczesną godzinę do pracy.
-Rozumiem, widzimy się koło północy.
-Dzięki Kamil ratujesz mi życie.
-Nie dziękuj. I do zobaczenia.
Uśmiechnęłam się i schowałam telefon. Przez te dwa dni miałam zamiar zapomnieć o Spale i Winiarskim. Odpocząć, ale i pookładać myśli.
O 23:57 wysiadłam z pociągu. Rozglądałam się niepewnie wokół, aż wybrałam numer Drygasa. Odebrał niemal od razu, mówiąc, iż czeka przed dworcem. Skierowałam się tam, a widząc twarz blondyna rzuciłam mu się na szyję.
-Też się cieszę, że cię widzę.-zaśmiał się.-Chodz, Możdżeń już siedzi w samochodzie i czeka.
-Mati?
-Był u mnie, jak dzwoniłaś.-oznajmił.-Daj torbę.
Zabrał ode mnie wspomnianą rzecz. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę mieszkania Drygasa. Niemal całą drogę przegadałam z Mateuszem.


***
Rano wstałam jako pierwsza. Kamil i Mati w najlepsze spali wspólnie na kanapie, a ja na fotelu. Do 3 w nocy oglądaliśmy jakieś filmy, jeśli oglądaniem ich można było nazwać to, że praktycznie cały czas rozmawialiśmy. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 8:50. Jeśli dobrze pamiętam, to oni mają o 10 trening.  Chyba, że coś się zmieniło.
-Drygas... Drygas..-mruknęłam trzepiąc Kamila w ramię.
-Patka ja jeszcze śpię.
-Macie o 10 trening?
-Mhy..
-Jest 8:50.-oznajmiłam.-Wstawajcie, jak chcecie zdążyć.
Od razu zerwał się, jak i Mateusz. Zaśmiałam się z nich i ruszyłam do łazienki, z której po paru minutach wyszłam. Piłkarze byli już w kuchni. Gospodarz domu przygotowywał śniadanie, więc usiadłam przy stole koło Matiego.
-Patka właściwie to dlaczego przyjechałaś niemalże w nocy do Poznania? Przecież opuściłaś zgrupowanie siatkarzy, nie mów, że tak po prostu cię puścili.
-Musisz pytać?-jęknęłam.
-Wiem, że bez powodu byś nie przyjechała do rodziców. Tym bardziej, że jesteś tutaj, a nie u rodziców.
-Czyli nie uwierzysz, jak powiem, że stęskniłam się za Poznaniem i za wami?
-Przecież wiesz, że nie.
-Był ktoś, kto mi się podobał. Grał na moich uczuciach, ja na jego. Stworzyliśmy jakąś dziwną grę i oboje się zgubiliśmy. Chciałam odpocząć, a wiedziałam, że uda mi się to tylko w Poznaniu i tylko z wami. Jeden z siatkarzy doradził mi, żebym powiedziała, że mam problemy w domu, to na pewno mnie puszczą, bo jest początek zgrupowania i nic się nie dzieje.
-Z nami będziesz się świetnie bawiła, że zapomnisz o tym bałwanie na te dwa, czy tam trzy dni.-stwierdził Kamil i postawił przede mną kanapki.-Smacznego.
-A ja?-mruknął Mati.
-Ona jest gościem, a ty i tak czujesz się tu jak u siebie, więc możesz się sam obsłużyć.-stwierdził, a ja się zaśmiałam.
Przekomarzali się parę minut, że Mati jednak jest gościem, aż w końcu obaj zaczęli robić sobie sami śniadanie, kiedy ja konsumowałam już kolejną kanapkę.


***

Czekałam na piłkarzy na parkingu. Trening mieli miec na boisku obok stadionu. Stałam tak sobie, aż zobaczyłam dwie dziewczyny. Od razu wiedziałam, że są łowcami autografów i wiedziały, że piłkarze mają teraz trening. Zaśmiałam się pod nosem i czekałam, aż zobaczę resztę zawodników Lecha.
Wreszcie zaczęli wychodzić. Pierwszy był Kamiński, który na mój widok szeroko się uśmiechnął i chwilę później kręcił się ze mną wokół własne osi.
-Patka co tu robisz?
-Stoję.-zaśmiałam się.-Zwolniłam się na 3 dni ze zgrupowania i jestem.
Przechodziłam praktycznie z ramion do ramion każdego znanego mi piłkarza. Stanęłam przed Semirem i tylko się uśmiechnęłam.
-Miło cię widziec.
-Ciebie też Semir.
Obok niego stał Bułgar, którego jeszcze nie poznałam. Chłopak nie bardzo wiedział, co ma zrobic.
-Patrycja, dla znajomych Patka.-przedstawiłam się po angielsku.-Można powiedzieć, że była sąsiadka Matiego.
-Aleksandar.
-Miło mi poznać.
Ze stadionu wyszedł nowy trener Lecha. Od razu zagonił wszystkich piłkarzy na boisko, a do mnie tylko mrugnął okiem. Poszłam za nimi u usiadłam na murawie przy linii bocznej.
Czułam się bezpiecznie. Poznań zawsze dobrze mi służył. Tak jest i dziś. Może Winiarski nie jest ideałem. Chciałabym dac mu szansę, ale nie wiem, czy na to zasługuję. Oby czas spędzony w stolicy Wielkopolski dał mi odpowiedź na wszystkie pytania, jakie sobie zadaje myśląc o Niebieskookim Ideale.

Rozdział 5.




Minęły dwa dni, w ciągu których nie rozmawiałam z Michałem. Unikałam go jak ognia, a on już nie przychodził w nocy. Udawał, że nic się nie stało. Rozmawiał z tą Aśką, chociaż nie tak często, bo farbowana blondynka zauważyła, że Zibi ją obserwuje i to teraz jego podrywała. Zbyszek udawał, że jest obojętny w stosunku do niej, gdy rozmawiali przy kimś, ale ja widziałam dzisiaj jak szli na spacer, a on obejmował ją w pasie i się z czegoś śmiali. Zupełnie tak, jak ja z nim pierwszego dnia. Zrobiło mi się trochę smutno, bo kolejny siatkarz traktował mnie jak zabawkę, chociaż czy ja nie chciałam zrobić podobnie?  Może i chciałam, ale to nie ja zachowywałam się tak, jak on. A może i zachowywałam?
Westchnęłam. Brak rozmów z Niebieskookim Ideałem źle na mnie wpływa. Jest tak blisko, jednak tak daleko. Mam go za ścianą, zaledwie parę metrów obok, ale nie mogę go przytulić, bo dzieli nas nie tylko ściana oddzielająca pokoje, ale również nasza gra. Gra, która rani jego i mnie. Nawet jeśli ta gra rani bardziej mnie, niż jego, to chciałabym móc się teraz do niego przytulić. Przez chwilę poczuć się tak spokojna. Mimo tego wszystkiego, co nas dzieli. Miałabym go na chwilę dla siebie.
Nie mogę spać, więc odwracam się na drugi bok. Nie wiem, czy naiwnie czekam, że może Michał przyjdzie, czy po prostu miałam tyle myśli w głowie, że nie potrafiłam się wyłączyć.  Zamknęłam oczy, a po paru minutach już zasypiałam, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
Westchnęłam. Winiarski jeśli to ty, to czy nie mogłeś przyjść zanim zaczęło udawać mi się usnąć? Wstałam i otworzyłam drzwi.
-Mogę?-zapytał niepewnie, a ja wzruszyłam ramionami.-Proszę, musimy porozmawiać.
-A mamy jeszcze o czym?-zapytałam również, ale mimo to wpuściłam go do pokoju.-Co chcesz?
-Patka bo ja przepraszam, choć sam nie wiem za co.
-Jak nie wiesz, to wyjdź.-mruknęłam wskazując na drzwi.
-No dobra wiem... chodzi ci o Aśkę i o to, że ona mnie podrywa?
-Brawo! Długo zajęło ci myślenie nad tym?
-Patuś przepraszam no...
-Znów sprawiłeś, że poczułam, iż jestem nikim.
-Nie jesteś nikim.-uśmiechnął się i pogłaskał mnie po policzku.-Tylko ja sam się gubię w swoim świecie.
-Jak się odnajdziesz, to daj znać.-odparłam.-Dobranoc Michał.
-Patuś...
-Proszę cię, wyjdź zanim znów zrobisz coś, co mnie zrani. Wróć, jak odnajdziesz się w tym swoim świecie, w którym może jednak znajdzie się dla mnie miejsce.
Ucałował mnie w policzek, a ja usiadłam na parapecie. Jeszcze za nim przyszedł pragnęłam go przytulic. Myślę jedno, robię drugie. Taka potrafi być tylko ja.

***

Poranny posiłek spędziłam dziś wyjątkowo z resztą sztabu, a Zbyszek i Kubiak wrócili na dawne miejsce, co bardzo spodobało się pannie fizjoterapeutce, która robiła maślane oczka do Zibiego.
-Nie poznałaś się jeszcze z Joanną?-zapytał pan Sokal.
-Osobiście jeszcze z nią nie rozmawiałam.-odparłam zgodnie z prawdą.-Ale wiem, że jest fizjoterapeutką.
-Wieści w Spale szybko się rozchodzą.-zaśmiał się.-Wystarczy, że pojawi się ktoś nowy, a już robią wywiad śledczy kto to, ile ma lat, czym się zajmuje.
-O mnie go też robili?
-O tobie nie, bo pojawiłaś się na treningu i od razu wiedzieli, kim jesteś. Joannę zobaczył rano jeden z nich i tak poszła informacja, że jest ktoś nowy.-stwierdził.-Dlaczego nie siedzisz już przy stole z chłopakami?
-Siedziałam ze Zbyszkiem i Michałem Kubiakiem.
-Wiesz, że chodzi mi o piątkę, z którą siedziałaś na początku.-westchnął.
-A widzi pan tam dla mnie miejsce?-zapytałam.-Mam siedzieć któremuś z nich na kolanach, żeby koniecznie jeść w ich towarzystwie?
-Jeśli chcesz, to oznajmię Joannie, że ma siedzieć razem z nami przy stole.
-A ona zrobi aferę, że ja nie muszę.-mruknęłam kończąc kanapki.-Do zobaczenia na treningu.
-Patrycjo..
-Hmmm?
-Nie lubisz jej prawda?
-Ja tego nie powiedziałam.
-Powiem jej, żeby przyszła do ciebie po treningu, to może się jakoś polubicie.
Kiwnęłam głową i odeszłam od stołu kierując się w stronę Zbyszka, który energicznie machał do mnie ręką.
-Co Zbysiu chciał?-zapytałam całując go w policzek, a następnie Kubiaka.
-Mamy dziś czas wolny?
-Wy po treningach praktycznie zawsze macie czas wolny.-stwierdziłam.-Chyba przed kolacją macie basen, z tego co pamiętam. Tak trudno spojrzeć w plan Zibi? Wisi już 3 dzień, a ty codziennie mnie pytasz, czy macie czas wolny.
-Straciłeś pretekst, żeby z nią porozmawiać.-zaśmiała się Joanna.
-Nie prosił cię nikt o komentarz.-mruknęłam.-Do zobaczenia na treningu chłopcy.
Uśmiechnęłam się do Krzyśka i Łukasza i odeszłam. Winiarskiego nie obdarzyłam nawet jednym spojrzeniem.
-Patka!-usłyszałam, odwróciłam się i ujrzałam Bartmana z dziwnym usmiechem na twarzy.-Mam pomysł!
-Co wymyśliłeś?
-Ty masz dość Aśki koło Winiara, a ja Winiara obok Aśki. I tak słyszałem, że ona przychodzi do ciebie po treningu i...
Wyjaśnił mi resztę swojego planu, a ja? Ja się zgodziłam. Czekałam teraz tylko na moment, kiedy skończy się trening, który nawet się nie zaczął.


***

Trening mijał mi strasznie powoli. Co jakiś czas zerkałam na Zbyszka, który uśmiechał się szeroko. Aśka naprawdę mu się podobała, chociaż jak przyznał, ja jestem ciekawą osobą, ale ja i on, jako my to była by mieszanka wybuchowa i lepiej, że jesteśmy przyjaciółmi.
-Gdzie masz swój gabinet?-zapytała Joanna, która przez trening nie powiedziała w moim kierunku ani jednego słowa.
-Nich cię Winiarski przyprowadzi, skoro tak dobrze się dogadujecie.-mruknęłam i słysząc ostatni gwizdek na treningu wstałam z miejsca.
Poinformowałam jeszcze pana Sokala, że będę u siebie w gabinecie, jeśli któremuś z siatkarzy coś dolegało. 
Długo nie czekałam, aż pojawił się Bartman. Uśmiechnięty usiadł koło mnie na kozetce. Objął mnie ramieniem.
-A jeśli ona przyjdzie tu sama?-zapytałam cichutko.
-Przyjdzie z nim, słyszałem, jak go prosiła, aby ją tu przyprowadził.-wyszczerzył się bardziej.-Chodź.
Wstał i wystawił swoją dłoń w moim kierunku, a ja ją chwyciłam. Skierował się w stronę kawałka ściany, na której nic nie wisiało i oparł mnie o nią.
-Co dalej?-szepnęłam cicho.
-Odpręż się, jesteś strasznie spięta.-zachichotał. Chwilę później jego ręce znalazły się na moim pośladkach i uniósł mnie trochę w górę. Nogi oplotłam wokół jego nóg, a ręce zarzuciłam mu na szyję.-Spokojnie, przecież nic ci nie zrobię Patka.
-Wiem.
-Wiesz, że gdybyśmy byli teraz gdzie indziej, to różne rzeczy by się działy? Jesteś naprawdę cudowna, tylko ja...
-Wolisz blondynki, choć zapierasz się, że brunetki.-zachichotałam.
-Pocałowałbym cię.
-To pocałuj.
Spojrzał na mnie niepewnie, a wtedy usłyszeliśmy, że ktoś puka w drzwi. Pokiwałam głową, a wtedy mnie pocałował. Przymknęłam oczy, a drzwi się otworzyły.
-Patka przyprowadzi...-przerwał Winiarski w połowie zdania. Ujrzał nas, co widocznie mu się nie spodobało. Bartman spokojnie postawił mnie na podłodze, a ja nadal obejmowałam jego szyję. Winiarski podszedł do nas, a ja ujrzałam w jego oczach żal. Patrzył w moje oczy, a ja zerkałam na Joannę stojącą w drzwiach, która nie miała pojęcia, jak ma się zachować.

Rozdział 4.

 

Po wieczornym treningu jak zwykle siedziałam w gabinecie. Włączyłam sobie laptopa i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Szczególnie te z Poznania wywoływały uśmiech na mej twarzy. Stadion na Bułgarskiej, zdjęcia z Mateuszem, czy innymi osobami. Lubiłam czasami wspominać. Zwłaszcza wtedy, gdy było mi źle. Zastanawiałam się nad tym co robić właśnie wspominając. Czułam się wtedy lepiej, niż gdybym miała myśleć tylko o tym, co mnie trapi.
Ktoś zapukał w drzwi, więc oderwałam się od monitora i krzyknęłam, że można wejść. Drzwi zostały otworzone przez Łukasza Kadziewicza.
-Dziś też nikt nie potrzebuje twojej pomocy?
-Jak widać nie. Chcesz to siadaj.
-A nie przeszkadzam?
-Coś ty, zdjęcia sobie przeglądam. Siadaj i opowiadaj.
Środkowy usiadł tak jak nakazałam i uśmiechnął się szeroko. Wyłączyłam laptopa i rozsiadłam się wygodnie czekając, aż Łukasz rozpocznie dalszą rozmowę.-Jak cię czuję posiadaczka najpiękniejszego głosu na zgrupowaniu?
-Przestań-zaśmiałam się.-To jakaś paranoja, że akurat ja wygrałam. Winiarski śpiewał lepiej, niż ja.
-Żadna paranoja, może i Winiarski ładnie śpiewał. Ale przegrał z tobą, bo jego piosenka była jakby dziwna...
-Nie była dziwna. Normalna piosenka.  Moja też była za spokojna, jak na karaoke. Przy Kurku i jego grupie byłam niczym.
-Z tym, że Kurek fałszuje.-zaśmiał się i spojrzał na zegarek.-Idziemy do ośrodka? Chyba już nikt cię nie odwiedzi.
-Spoko, chodźmy.-odparłam i wstałam.
-A właśnie grasz z nami w karty?
-Nie dzięki, nie umiem grać.
-Bo właściwie to Krzysiek mnie wysłał, żebyś przyszła ze mną, bo będziemy grali. No chodź.
-Dzięki Łukasz, ale chyba wolę spędzić trochę sama. Kiedyś z wami zagram, ale nie dziś, dobrze?
-No dobrze, ale pamiętaj, że następnym razem się nie wywiniesz.
-Będę pamiętała.
Pożegnaliśmy się przy schodach. Ja powędrowałam do swojego pokoju, a on zapewne do pokoju Krzyśka Ignaczaka.


***

Standardowo już, w środku nocy obudził mnie odgłos pukania w drzwi. Nie zakładając papci wstałam, otworzyłam drzwi i wróciłam do łóżka.
-Skąd wiedziałaś, że to na pewno ja?
-Tylko ty przychodzisz do mnie w nocy.-stwierdziłam przytulając się do poduszki. Odkrył mnie i położył się obok.
-Wiesz, że jesteś śliczna?
-Znów będziesz mówił tak jak wtedy, a później zostanę zupełnie sama?
-Patka nie będzie tak jak wtedy. Wiem, że wtedy zrobiłem źle. Chce to naprawić. Musisz mi tylko dać szansę, a sama się przekonasz.
-Nie wiem, czy to ryzyko mi się opłaca.-szepnęłam.
-Opłaca. Będziesz miała mnie, miłość...
-Wczoraj mówiłeś, że twój świat zapomniał, co to miłość.
-Ty zaczęłaś przypominać mojemu światu, co to miłość.-wyszeptał mi do ucha, a jego ręce znalazły się pod moją koszulką.-Daj mi szansę na to, abym pokazał ci, że jesteś dla mnie ważna.
-W nocy będę dla ciebie ważna, a w dzień będziemy udawać, że się nie znamy?Nie chcę być panienką tylko na noc.
-Zadajesz za dużo pytań. Daj ponieś się chwili. Żyj chwilą i ciesz się każdą minutą, spędzoną ze mną. Zapomnij o tym, co wydarzyło się wtedy. Zacznijmy naszą znajomość od nowa.
-Tylko czy to ma sens?
-Przestań zadawać pytania Patka. Żyj chwilą. Ciesz się, że jestem obok.
Chciałam coś odpowiedzieć, ale mnie pocałował. Po raz kolejny tutaj, zupełnie niespodziewanie. Odwzajemniłam pocałunek, a on uznał to za zgodę na dalsze posunięcia. Powoli zaczął ściągać ze mnie koszulkę.
-Michał ale...
-Ciii... oddaj się chwili.
Znów zaczął mnie całować. Przymknęłam oczy. Niech się dzieje, co ma się dziać. W końcu miałam oddać się chwili, która niestety nie będzie trwać wiecznie.


***

Poranek taki, jak dwa miesiące temu. Budzę się sama. Jego nie ma obok, a na szafce leży kartka. Biorę ją w ręce i czytam:

"W głowie siedzisz mi wciąż,
o tobie myślę dzień i noc.
Czy tego chce, czy nie."
Przepraszam, że znów budzisz się sama. Musiałem wrócić do swojego pokoju, żeby żadne z nas nie miało kłopotów. Mamy wolny czas przed obiadem, co powiesz na spacer? Jeśli się zgadzasz załóż sukienkę, którą ci uszykowałem, leży na krześle.
Ps. Wybacz, że grzebałem w twojej szafie.

Uśmiechnęłam się na widok tekstu piosenki, którą śpiewałam dwa dni wcześniej. Zerknęłam na komórkę i widząc,że mam niewiele czasu do śniadania założyłam na siebie koszulkę, która leżała na podłodze i ruszyłam do łazienki, chwytając po drodze sukienkę i wyciągając bieliznę z szafki.
Wzięłam zimny prysznic z uśmiechem śpiewając pod nosem. Cieszyłam się chwilą, tak jak prosił. I było mi z tym dobrze. Nie myślałam o tym, co będzie jutro.
Założyłam japonki i ruszyłam na śniadanie. Wychodząc z pokoju wpadłam na Zbyszka Bartmana, który w ostatnim momencie mnie złapał, inaczej wylądowałabym na posadce.
-Zgubiłaś skrzydła aniele?
-Mam ciebie, skrzydła mi nie potrzebne.-zaśmiałam się.-Co masz taki dobry humor?
-Bo nie będziesz jedyną dziewczyną tutaj.
-Moje towarzystwo już ci nie odpowiada?
-Oj nie tak to miało zabrzmieć.-objął mnie ramieniem.-Po prostu nigdy nie było tutaj chociażby jednej dziewczyny, a teraz będą aż dwie.
-Więc kim będzie ta druga dziewczyna?
-Fizjoterapeutką. Ma 22 lata i poznamy ją na śniadaniu.
-A czemu nie ma jej od początku zgrupowania?
-Musiała pozdawać egzaminy na studiach, czy coś takiego.  Jest z Warszawy. Podobno blondynka, średniego wzrostu.
-Widzę, że już zdążyłeś zrobić wywiad śledczy.
-Dzik ją widział, jak rozmawiałam z Sokalem rano. Szkoda, że od tyłu...
-Już nie będziesz spędzał ze mną tyle czasu.-zrobiłam smutną minkę.
-Dla ciebie zawsze znajdę czas Kochana.-zaśmiał się i wpuścił mnie stołówkę.-Z resztę ona na pewno nie jest....
Ujrzał ją i stanął w miejscu. Ja też wpatrywałam się w dziewczynę, która w najlepsze rozmawiała z Winiarskim, a rękę miała na jego kolanie. On patrzył jej w oczy. Dodatkowo brunetka siedziała na moim miejscu przy stole.
-Miłego śniadania Zibi.
Wybiegłam ze stołówki, opuściłam ośrodek i skierowałam się w stronę lasu. Usiadłam przy jednym z drzew i przymknęłam oczy. Znów jestem idiotką.
-Szybko biegasz.-usłyszałam przy uchu. Przestraszyłam się i otworzyłam oczy. Odetchnęłam widząc, że to tylko Łukasz Kadziewicz.-Wybacz, że cię przestraszyłem. Coś się stało, że tak nagle wybiegłaś?
Wzruszyłam ramionami i wpatrywałam się w drzewo, które było przede mną. Usiadł obok i mnie przytulił. Oparłam głowę o jego ramię, a on głaskał mnie po włosach.
-Chodzi o Winiarskiego?
-Słucham?
-Widziałem jak patrzyłaś się na niego i Aśkę. Wybiegłaś dlatego, że podrywała Winiara, prawda?-zapytał a ja nie odpowiedziałam.-Nie oszukasz mnie, wiem, że byłaś zazdrosna. A taki był chyba cel Michała, gdy poprosił ją, aby usiadła z nimi. Kubiak miał taką minę, jakby chciał go zamordować, a Winiar w najlepsze rozmawiał z nią śmiejąc się. Prowadzicie jakąś grę. Niby nie rozmawiacie ze sobą, ale był u ciebie w nocy, prawda?... Milczenie jest najlepszym potwierdzeniem tego, co mówię. Michał chyba się pogubił wiesz? Rozwodzi się i próbuje zapomnieć o żonie, raniąc przy tym jak widać ciebie. Nową fizjoterapeutkę też zrani. Wszyscy boimy się powiedzieć mu, co sądzimy o tym co robi... A wszystko zaczęło się dwa miesiące temu, jak świętowali zwycięstwo w klubie. Dowiedział się po meczu, że żona ma innego i chce rozwodu. Może dużo mówię Patka, ale ty nie chcesz powiedzieć ani słowa. Chłopacy ze Skry mówią, że wtedy to była też czerwono włosa dziewczyna, jak ty. Może dlatego...
-Wiesz Łukasz, masz rację, prowadzimy grę. To ja byłam tamtą dziewczyną, dwa miesiące temu. To ja zaczęłam tą grę. Myślałam, że ją skończymy, po 4 dniach, bo dziś.. dziś było naprawdę miło. Myślałam, że wszystko się skończy. Że miedzy mną, a nim wszystko będzie takie zwyczajne, normalne. Sądziłam, że będzie jakoś miło. Myliłam się po raz kolejny. Źle lokuje swoje uczucia jak widać.-westchnęłam i wstałam.-Chodź, wracamy.
-Patka?
-Tak Łukasz?
-Uśmiechnij się. Wszystko się jakoś ułoży. I chyba czeka mnie rozmowa z Winiarskim. Jeśli ja tego nie zrobię, to wasza gra potrwa dalej.
-Ale Kadziu...
-Spokojnie, nie powiem mu, że rozmawialiśmy, że wiem. Nikomu nie powiem, nie bój się Pati.
Uśmiechnęłam się, a on objął mnie ramieniem. Kolejny siatkarz, który mnie obejmuje. Szkoda tylko, że wolałabym być w objęciach kogoś innego.


***

Nie poszłam na spacer z Michałem, chociaż przyszedł pod mój pokój. Zamknęłam się i udawałam, że mnie nie ma, chociaż on doskonale wiedział, że jestem w pokoju. Po paru minutach odpuścił, a ja zostałam sama.
Na obiad zeszłam spóźniona i usiadłam przy stoliku w rogu sali. Jednak nie długo doskwierała mi samotność. Michał Kubiak i Zbyszek zabrali swoje porcje i dosiedli się do mnie.
-Co wy robicie?-zapytałam.
-Dotrzymujemy ci towarzystwa. Ta mała nas wkurza. Od momentu, jak Winiarski pozwolił jej usiąść na twoim miejscu jest u nas na straconym miejscu.-oznajmił twardo Zbyszek.-Wolę mojego kochanego aniołka, któremu robię za skrzydła.
-Nie czaruj Bartman.-zaśmiał się Kubiak.-Twoje towarzystwo jest o wiele lepsze od niej. A Zibi mówi tak, bo cię lubi, a Winiarski go wkurza.
-Ej, ej, ej!-fuknął Zbyszek.-Nawet jeśli mi się podoba ta cała Aśka, to jest w moich oczach skończona, gdy rozmawia z Winiarem. Może jak nie będzie go podrywała, to do niej zagadam.
-Bartman może nie mów o takich rzeczach przy Patce, co?-zapytał Kubiak z lekkim uśmiechem.-Nie słuchaj go, od zawsze wolał blondynki, nawet jeśli mówił o brunetkach,
Obiad dokończyliśmy w ciszy. Pożegnałam się z nimi i wróciłam do pokoju.
Zostałam znów sama, ale było mi z tym dobrze.