Na końcu parę słów ode mnie (bodajże trzeba nacisnąć 'czytaj więcej')
Nigdy nie pomyślałam bym, że wieku 45 lat będę miała trójkę dzieci z Niebieskookim Ideałem. Zosia, 21 latka, Kamil, 16 latek i Łukasz, 12 latek. I Michasiowy Oliwier, o nim nie mogę zapomnieć. Wszystko było jak w bajce. Książę, co prawda nie na białym koniu, ale jednak książę. Był obok. Zawsze. Wszędzie. Na każde zawołanie. Po prostu był, tylko tyle potrzeba było mi do szczęścia. Czy nie pięknie to brzmi, gdy nazywam się Patrycja Winiarska? Nigdy bym nie pomyślała, że gra pomiędzy mną, a Miśkiem właśnie tak się skończy. Mam jego i naprawdę to mi wystarczy. A dlaczego piszę tak krótko? Bo życie jest zbyt krótkie, by prowadzić internetowy pamiętnik, w którym opisuje się swoje życie. Tak długo tu nie zaglądałam. I nie będę.
Cieszę się chwilą. Mam Miśka, Zosię, Kamila, Łukasza i Oliwiera. Jestem szczęśliwa, nie wiem, jak wy, ale ja jestem.Nigdy nie pomyślałam bym, że wieku 45 lat będę miała trójkę dzieci z Niebieskookim Ideałem. Zosia, 21 latka, Kamil, 16 latek i Łukasz, 12 latek. I Michasiowy Oliwier, o nim nie mogę zapomnieć. Wszystko było jak w bajce. Książę, co prawda nie na białym koniu, ale jednak książę. Był obok. Zawsze. Wszędzie. Na każde zawołanie. Po prostu był, tylko tyle potrzeba było mi do szczęścia. Czy nie pięknie to brzmi, gdy nazywam się Patrycja Winiarska? Nigdy bym nie pomyślała, że gra pomiędzy mną, a Miśkiem właśnie tak się skończy. Mam jego i naprawdę to mi wystarczy. A dlaczego piszę tak krótko? Bo życie jest zbyt krótkie, by prowadzić internetowy pamiętnik, w którym opisuje się swoje życie. Tak długo tu nie zaglądałam. I nie będę.
Złe historie kończą się dobrze, a dobre... dobrze. Moja kończy się dobrze. Rozczarowuje was zakończeniem? To nic. Przecież... ach, no dobrze, przedstawię wam jeszcze moją szaloną rodzinę, której jeszcze nie znacie. W końcu pięciu różnych sportowców w jednym domu? Takie sytuacje tylko w rodzinie Winiarskich.
Zofia Winiarska, czyli moja Zosia. Moja i Michała. 21 latka, która została koszykarką. Jest bardzo rozmowną i wesołą dziewczyną. Ma tak samo urocze oczy, jak mój mąż.
Studentka prawa. Doskonale łączy studia z byciem sportowcem. Nauka nie sprawia jej kłopotu, choć wiele zajęć opuszcza. Jest moją perełką, bo gdyby nie ona, to w mieszkaniu nie miałabym żądnej bratniej duszy. Czterech facetów i my dwie? Uwierzcie, czasem jest trudno.
Kamil Winiarski. 16 latek, który postanowił zostać piłkarzem i idzie w dobrym kierunku. Czasem ma problemy z nauką, ale zwykle Zosia siada z nim i tłumaczy mu tak długo, aż nie zrozumie. Często z Michałem gra na podwórku, a ja obserwuje to z uśmiechem. Czasem do nich dołączam, ale to tylko czasem.
Łukasz Winiarski, 12 latek, mój najmłodszy syn, który postanowił trenować karate. Nikt nie ma pojęcia skąd mu się to wzięło, ale trzeba przyznać, że jest całkiem dobry, a nawet bardzo. Niedawno został Mistrzem Polski w swojej kategorii wagowej. Jest maskotką rodziny, każdy go uwielbia.
Oliwier Winiarski, 27 latek. Syn mojego męża, jednak traktowany przeze mnie tak samo jak Zosia, Kamil czy Łukasz. Pływak. Rodzina sportowców, tylko ja nie uprawiam żadnego sportu. Raczej jestem prywatnym lekarzem. A uwierzcie, mając taką rodzinę to całkiem często się zdarza, że muszę interweniować, jednak nic, a nic mi to nie przeszkadza.
-Mamo, wujek Semir przyjechał!-usłyszałam z podwórka. Oderwałam się więc od laptopa i wyjrzałam przez okno. Faktycznie z samochodu wysiadał Bośniak z Victorią oraz Bellą i Grzegorzem. Uśmiechnęłam się, ponieważ kompletnie nie spodziewałam się, że go zobaczę. Wrócił do Sarajewa, gdzie rozpoczynał karierę i nic nie wspominał, aby w najbliższym czasie miał wybrać się do Polski, a teraz jest tu, na moim podwórku.
Wyszłam przed dom do reszty mojej rodziny, która właśnie urządzała sobie meczyk piłki nożnej.
-Cześć Semir, ale miła niespodzianka.-szepnęłam wtulając się w jego ramiona.
Nie widziałam go parę lat, on gdzieś w świecie, a ja w Polsce. Nie było kiedy się spotkać, a teraz... teraz znów jest. Mój najlepszy przyjaciel. Przywitałam się z Victorią. A wtedy mój szesnastoletni piłkarz wpadł na pomysł, żebyśmy wszyscy zagrali. Nie bardzo uśmiechało mi się granie, jednak nie miałam innego wyjścia. Podzieliliśmy się na dwa zespoły i zaczęła się gra.
Biegaliśmy za piłką, śmialiśmy. Cudownie było mieć osobę którą się kocha obok siebie, jak i najlepszego przyjaciela, jakim bez wątpienia jest Semir. Próbowałam mu zabrać nawet piłkę spod nóg, a skończyło się to tak, że leżałam na nim wpatrując się w jego oczy, a nasze twarze były bardzo blisko....
......i wybuchnęłam śmiechem, jak i Bośniak. Wstałam i wyciągnęłam w jego kierunku rękę. Gdyby to było lata temu, gdy nie znałam Michała pocałowałabym go. Ale kocham Michała i to Niebieskooki Ideał jest dla mnie całym światem. Nawet jeśli ten świat nie jest idealny, to chcę zawsze mieć mojego męża. Historia Zielonookiej Ślicznotki i Niebieskookiego Ideała nadal się tworzy. Nadal jest i zawsze będzie, póki żyjemy. Kiedyś Zosia, Kamil, czy Łukasz przeczytają to, co napisałam. I poznają historię moją i Michała. Kiedyś... ale to naprawdę kiedyś... Teraz pora ograć Semira!
________________________
Czy się podoba, nie wiem.
Ostatni, tak. Zdziwieni? Ja też.
Nie wiem, czy w chwili obecnej coś nowego zacznę pisać. Póki co nie mam jeszcze pomysłu, czy będę mieć.. też nie wiem...
Miło się pisało Niebieskookiego Ideała. Ale to już koniec.
Pozdrawiam, Dżoana
Kiedy ja wszystko nadrobiłam ty piszesz epilog .. No to jest po prostu nie fair ! A tak serio to blog i epilog zajebisty! szkoda że to koniec ; ( . Teraz czekam na inne opowiadania ;) . Pozdrowienia z Trójmiasta^^ MikaxD ewentualnie Wredota^^
OdpowiedzUsuńSzkoda, że to już koniec, ale dobrze, że ta historia tak się skończyła ;) czekam na jakieś twoje nowe opowiadania ;**
OdpowiedzUsuńOlcia_pb
Powiem a raczej napiszę, że jestem w szoku,że to już koniec;( Ciesze się jednak, że Patrycja i Michał są szczęśliwi i mają wspaniałe dzieci:) Czekam na coś nowego u Ciebie:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Marcy
też rzeknę iż zaskoczyłaś mnie tym epilogiem. ale nic nie można ciągnąć w nieskończoność. mam nadzieję, że nie porzucisz pisania, bo każdy kolejny twój pomysł jest lepszy, każde kolejne opowiadanie tak samo. widać, praktyka czyni mistrza ;* fajnie, że im się udało. dobrze czasem przeczytać, że coś zakończyło się happy endem. buźka, Szanowna_L.
OdpowiedzUsuńSzkoda. Wielka szkoda. Wiadomo. Wszystko się kiedyś kończy, ale szkoda ze tak szybko. Mam nadzieję ze już niedługo napiszesz coś znowu. I będzie ono opowiadanie tak cudowne jak to. Bo chyba lepszego już nie można wymyślić. Po prostu cudownie ,ale szkoda się robi jak pomyślę że już nic na tym blogu nie przeczytam
OdpowiedzUsuńKasia